Dawno temu w Betlejem

Dawno temu w Betlejem…

Połowa grudnia, zimowa aura za oknami, choć śniegu brak. Świat już coraz bardziej przystraja się na zbliżające się Święta. Jest to jeden z najbardziej oczekiwanych okresów pewnie przez większość ludzi. Wszechobecne kolędy, pastorałki, pięknie udekorowane ulice, domostwa, ubrane choinki, lśniące stroiki, atmosfera niepowtarzalności. Choć co roku podobnie, a jednak inaczej. Czas Narodzenia Pańskiego. Troszkę z premedytacją używam takiego nazewnictwa, ale dziś nie czas to wyjaśniać – zrobimy to kiedyś, indywidualnie, na wycieczce, może na jakimś spotkaniu 😊. Teraz to zaakceptujcie 😊.

Przyznam się, że też lubię ten czas, choć z roku na rok coraz trudniej jest mi go przeżywać. I kiedy wracam wspomnieniami do lat poprzednich, w kartach myśli jak we wspomnieniach na FB pojawia się jedna wyrazista karta – Betlejem, a dokładnie moja obecność w tym miejscu. Inna, wyjątkowa… Dlatego też chciałabym zabrać Was właśnie w tym okresie przygotowań do Świąt na wspólną wyprawę – do Betlejem. Miejsca, do którego w najbliższym czasie będziemy mocno nawiązywać przeżywając Święta. Gotowi?

Szopka inna niż wszystkie

Każdy z nas doskonale wie jak wygląda szopka betlejemska. Nieważne czy skromniejsza z Maryją, Józefem i Nowonarodzonym Dziecięciem, czy bardziej rozbudowana z Królami, Pasterzami, Aniołami i innymi… Ten obraz mamy przed oczami od dzieciństwa. Wyobrażamy sobie stajenkę, sianko i całą otaczająca aurę. Z taką właśnie wizją, takim obrazem przed oczami kilkanaście lat temu udałam się do Ziemi Świętej, do której później będę wracać wielokrotnie. Nie powiem, wówczas najbardziej oczekiwanym przeze mnie miejscem było właśnie Betlejem. Oczekiwałam tej wizyty z niecierpliwością, a kiedy przyszedł czas odwiedzenia miasta i Bazyliki Narodzenia Pańskiego – zamarłam. Dlaczego? Z zaskoczenia. Widok, który pokazał się moim oczom po prostu sprawił, że oniemiałam. Ale po kolei.

Betlejem (arab. Bait Lahm) jest miasteczkiem niewielkim ale pięknym, zbudowanym z białego i różowego kamienia, rozłożonym na dwóch wzniesieniach, które pokryte są winnicami, gajami figowymi, migdałowymi, oliwkowymi. Krajobraz niepowtarzalny, wyjątkowy. Aż trudno sobie wyobrazić te wszystkie sceny, które ponad 2000 lat temu miały tu miejsce. I ludność, o której nie można zapominać, a która oprócz rolnictwa i pasterstwa zajmuje się tu wyrobem przedmiotów z masy perłowej i drewna, ona też nadaje temu miejscu tajemniczy wydźwięk. O ludności mówi się tutaj „piękna”, choć dziś ma to bardziej przysłowiowy charakter, w przeszłości było rzeczywistym faktem. Dlaczego? Przez kobiety, które nosiły bogaty ubiór, składający się z długiej sukni koloru czarnego lub niebieskiego, kaftana w kwiaty oraz czepca na głowie z długim welonem prawie do pasa. Żałuję, bardzo żałuję, że nigdy tego stroju nie widziałam na własne oczy…

Bliskie spotkanie z historią

Betlejem to bardzo bogate historycznie miasto, przyciągnęło mnie jednak z innej przyczyny.

Miejsca Narodzenia Chrystusa. I kiedy stanęłam po raz pierwszy na placu przez Bazyliką, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że chyba nie tego się spodziewałam. A czego? Szopki, groty… sama nie wiem. Tymczasem wyłożony kamiennymi płytami Plac Bazylikalny przenosi mnie w dzisiejszą rzeczywistość. Duża przestrzeń zajmuje miejsce dawnego atrium (dziedziniec), gdzie dostrzec można otwory cystern, które zbierały wodę deszczową oraz zasilały fontannę, służącą niegdyś do obmyć liturgicznych. I widoczna fasada Bazyliki, po bokach której znajdują się klasztory: franciszkański, grecki i ormiański. Kiedyś znajdowały się tu trzy bramy – obecnie dwie z nich są zamurowane, a z trzeciej pozostało niskie i dość ciasne przejście prowadzące do przedsionka i dalej przez drzwi z 1227 r do Bazyliki.

Pamiętam ten moment przejścia – napięcie wzrastało, ciekawość sięgnęła zenitu i to towarzyszące ciągle pytanie – co tu zobaczę? Wnętrze Bazyliki nieco mnie zaskoczyło – skromnością. Tylko w niewielu miejscach zachowały się jeszcze mozaiki, które w XII w. ozdabiały wnętrze. Reszta niestety zniszczona.

W ogromnej bryle Bazyliki szukałam tylko tego jedynego miejsca – Groty Narodzenia. I tak aby zachować wydźwięk skromności niepozorne schody z dwóch stron majestatycznego chóru prowadzą do tego ważnego miejsca. Zniecierpliwienie moje było ogromne za każdym razem kiedy stawałam twarzą w twarz w tym miejscu. Już chciałabym tam być, zobaczyć. A tymczasem kolejka odwiedzających jak zwykle była spora i miało się wrażenie, że po prostu stoi w miejscu. Po dłuższym oczekiwaniu, przyszła moja kolej. W ciszy i skupieniu schody zaprowadziły mnie przed Ołtarz Narodzenia, pod którym znajduje się gwiazda z inskrypcją „Hic de Virgine Maria Iesus Christus natus est” (Tu narodził się z Maryi Dziewicy Jezus Chrystus). To miejsce wzbudza nie tylko potrzebę zadumy, modlitwy ale przede wszystkim konieczności pobycia przez chwilę samemu z tą wielką tajemnicą. Zwyczajem jest, aby przybywający pielgrzym uklęknął i pocałował miejsce narodzenia. Tak też zrobiłam – teraz jak i kilkanaście razy jeszcze później, przy każdej wizycie w tym miejscu.

Z narodzeniem Chrystusa było tak…

Obecność w tym wyjątkowym miejscu, nasunęła mi na myśl słowa Ewangelii, że Maryja urodziwszy Chrystusa, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie (Łk 2,7). Ale gdzie? Gdzie był ten żłóbek? Wystarczyło się rozejrzeć i wszystko jasne. Po jednej ze stron, w południowej części Groty Narodzenia jest miejsce, gdzie on się znajdował. To tu oddali hołd Nowonarodzonemu pierwsi jego czciciele, wezwani przez Aniołów. Obok jeszcze jedno ważne miejsce – ołtarz, który poświęcony jest hołdowi Mędrców ze Wschodu. I wszystko to w tej niewielkiej części Bazyliki, praktycznie w jednym miejscu. Wspaniale i wyjątkowo. I wystrój – niepowtarzalny. Lampy elektryczne oświetlające to miejsce i towarzyszące im lampy oliwne, posadzka jest z płyt marmurowych, a na ścianach tapety ogniotrwałe. To wszystko jeszcze bardziej budowało atmosferę tego miejsca. Ciekawe wrażenie. I za każdym razem inne. Zostałoby się tu na zawsze.

W Bazylice oprócz Groty znajdują się jeszcze Kaplice podziemne, które poświęcone są m.in. św. Józefowi, św. Młodziankom, św. Hieronimowi, św. Euzebiuszowi z Cremony czy św. Pauli i jej córce Eustochium. Wszyscy zostali tutaj pochowani, w pobliżu żłóbka Chrystusa, którego ubóstwo naśladowali.

W samym Betlejem jest jeszcze kilka miejsc, które trzeba koniecznie odwiedzić. Niedaleko Bazyliki znajduje się Grota Mleczna, gdzie według przekazu Maryja miała się tu któregoś razu zatrzymać, odpocząć i nakarmić Dziecię. Jak przekaz mówi, podczas karmienia, kropla mleka upadła na skałę, zamieniając jej kolor na biały. Jest to wyjątkowe miejsce, drogie przede wszystkim karmiącym kobietom, które proszą tu o wstawiennictwo Matki Bożej. Nieco dalej znajduje się też Dom św. Józefa – kaplica, postawiona na pamiątkę domu, w którym Święta Rodzina miała mieszkać po narodzeniu Chrystusa. I wiele, wiele innych, które może kiedyś powspominamy.

Betlejem, w którym jak już wspomniałam dane mi było być kilkanaście razy, wzbudza we mnie wiele emocji. Za każdym razem jest inne, niejako wspanialsze, jeszcze bardziej majestatyczne. Dlatego też w tej perspektywie, każdego roku patrzę z uśmiechem na twarzy na przystrojoną stajenkę. Mając przed oczami dzisiejsze przedstawienie i obraz z Betlejem, jeszcze bardziej doceniam ten czas Narodzenia Pańskiego, tak istotnego.

I z tym niewielkim wspomnieniem pozostawiam Was w atmosferze Świąt Narodzenia Pańskiego, z życzeniami zaowocowania betlejemskiej stajenki w sercu każdego z nas.

Agnieszka Paciorkowska 

About Author

client-photo-1
Astur4-manager

Komentarze

Dodaj komentarz

dwa + czternaście =