Pocztówka z wyspy Afrodyty – Cypr

 

Grecja w Turcji czy Turcja w Grecji – czyli pocztówka z wyspy Afrodyty

CYPR   4 – 12.11.2019

                Podróżowanie należy do ludzkiej natury. Móc podróżować, to tak jak móc każdego dnia oddychać, cieszyć się z każdej chwili, po prostu być. To odkrywanie pięknych miejsc, poznawanie nowych ludzi, ich kultury, zwyczajów czy języka. Podróżowanie to też odkrywanie wnętrza samego siebie. To sztuka, magia, zaangażowanie i poświęcenie, to życie. Dlatego też, każdy z nas zawsze wspomnieniami wraca do tych wspaniałych chwil, kiedy byliśmy tu czy tam, kiedy zwiedzaliśmy pełne duchowej atmosfery zabytki i miasta czy odpoczywaliśmy w szumie i opowieściach morza. Nieważne gdzie, ważne, że pamiętamy.

Ostatnio zabraliśmy Was w podróż po Grecji pod przewodnictwem pilotki Pani Iwony, która odkryła przed nami liczne greckie zakątki, które mniej czy bardziej mogą być nam znane. Może się zdawać, iż koniec artykułu to koniec jakiejś przygody, tymczasem jest to koniec tylko i wyłącznie odcinka. Mając w pamięci tę właśnie rozmowę z Panią Iwoną, na myśl wracają wszelkie podróże pod jej przewodnictwem, a zwłaszcza jedna wyjątkowa, która odbyła się dokładnie rok temu, w listopadzie 2019. Zastanawiacie się gdzie wtedy byliśmy? Wówczas naszym celem stał się CYPR – majestatyczny i pełen uroku chwytający za serce i wzbudzający wspaniałe wspomnienia. Zatem, dlaczego nie powspominać razem, nie przenieść się tych tysiące kilometrów w świat wspaniałych miejsc, imponującej historii i niepowtarzalnej atmosfery. O nie. Nie można tego odpuścić. Zatem zapraszamy…

Cypr od dłuższego czasu był na celowniku naszych stałych turystów. Ciągle dopytywali się, kiedy zorganizujemy tam wyjazd, sugerowali, chcieli i …. Stało się. Grupa fantastycznych ludzi pragnie zobaczyć to miejsce, to trzeba to jak najszybciej zorganizować. I właśnie przy wielkiej pomocy Pani Iwony, dzięki jej zaangażowaniu w mgnieniu oka powstał program, zarezerwowaliśmy hotel, a potem poszło jak po sznurku… Nie zdążyliśmy się obejrzeć i… byliśmy na lotnisku. Grupa pozytywnie nastawionych turystów, przepełnionych radością i perspektywą spełnienia swych marzeń zwyciężyła nad ponurą listopadową aurą. Wszyscy pełni optymizmu nie mogli się już doczekać, kiedy będziemy na miejscu.

 

 

 

 

 

 

 

Po kilku godzinach lotu w końcu dotarliśmy. Dzień powoli budził się do życia a promienie wschodzącego słońca oświetlały wspaniałości Larnaki. Pierwsze wrażenie – jak tu cudnie. Po krótkiej podróży do hotelu w Limassol czekała nas chwila relaksu. Nikt, ale to nikt nie mógł tak naprawdę oddać się odpoczynkowi, wiedząc, jaka czeka nas piękna przygoda. Ale cóż, na podbój tego pięknego miasteczka musieliśmy poczekać. Ten dzień był tylko dla nas, na odpoczynek, plażowanie i aklimatyzację. Limassol zwiedzimy później…. Ale rozkosz, słońce piękne… Nie można nie skorzystać.

 

 

 

 

 

 

 

Przepełnieni wspaniałymi widokami z okien hotelowych, wspaniałym wschodem słońca codziennie wyruszaliśmy z Limassol na wycieczki. Towarzyszyła nam wówczas lokalna przewodniczka – Pani Ela, wspaniała osoba, przyjacielska i opiekuńcza, pełna wiedzy. Z resztą nie ma się co dziwić – na Cyprze zamieszkuje od lat i doskonale zna wszystkie miejsca. Oczywiście nie można nie wspomnieć o jeszcze jednym naszym towarzyszu – kolorowym autobusiku! Tak – małym, fajnym autobusiku, który zawoził nas wszędzie gdzie trzeba.

Zanim jednak udaliśmy się na podbój tajemniczego Cypru, czekała nas lekcja historii przekazana przez naszą przewodniczkę Elę. Z resztą jest takie nieformalne przewodnickie powiedzenie – nie poznasz dobrze kraju, nie znając jego historii… coś w tym jest, więc pokrótce…

Na Cypr już w czasach starożytnych przypłynęli Grecy, którzy zasiedlili wyspę i przez stulecia poddawali swoim wpływom. Stąd też przekonanie, że Cypr to zamorskie terytorium Grecji: język, religia, kultura to wszystko wiąże Cypr z Grecją. Ale również mamy Cypr turecki… więc jak to? Początków tej historii trzeba szukać w XVI wieku, kiedy na wyspę najechali Turcy, podbili ją, zasiedlili ludnością turecką i rozpoczęła się era ich wpływów. Napływowa ludność szybko asymilowała się na terytorium wyspy. Pomimo iż wyznawali inną religię, mieli inną kulturę, starali się zgodnie współżyć z tubylcami przez ponad 300 lat. Jednak na przestrzeni tego czasu to władze tureckie doprowadziły Cypr do wyludnienia i upadku gospodarczego. Powstanie Cypryjczyków przeciwko najeźdźcom i dążenie do przyłączenia Cypru do Grecji nie odniosło oczekiwanego skutku. Dopiero pod koniec XIX w., w trakcie trwania wojny rosyjsko – tureckiej w ramach tajnych traktatów Wielka Brytania rozpoczęła okupację wyspy, po czym po kilkunastu latach całkowicie anektowała Cypr.  Brytyjczycy, aby wzmocnić swoją pozycję na Cyprze skutecznie doprowadzali do skłócenia Greków z Turkami. W końcu doszło do regularnej wojny domowej. Ludność grecka dążyła do tego, aby Cypr został przyłączony do Grecji, Turcy natomiast skutecznie oponowali takiemu rozwiązaniu. Bojąc się o utratę wpływów na wyspie Turcy, rozpoczęli w lipcu 1974 roku inwazję na Cypr. Działania wojenne zakończyły się ostatecznym podziałem Cypru na grecką i turecką część. Powstało zatem Państwo Cypryjskie na południu wyspy oraz na północnym wschodzie samozwańcza, nieuznawana przez nikogo oprócz Turcji – Republika Turecka Cypru Północnego. Ludność pochodzenia greckiego w pośpiechu opuszczała swoje domostwa na północy i wschodzie wyspy, pozostawiając cały dobytek w rękach tureckich. Na południu czekała ich bieda i przystosowywanie się do zupełnie innych warunków życia. Ten exodus Cypryjczycy pamiętają do dziś. Wielu z nich po latach pojechało w swoje dawne rodzinne strony, ale po obejrzeniu zaniedbanych domostw, zniszczonego majątku, ze łzami w oczach odjeżdżali z obietnicą, że już nigdy tu nie wrócą. Granica pomiędzy państwem cypryjskim a tureckim tzw. zielona linia jest pilnie strzeżona. Dziś można ją oczywiście przekraczać mając stosowne dokumenty. Na szczęście turystom wystarczy dokument tożsamości, który jest dokładnie sprawdzany i odnotowany na przejściu granicznym.

Uff przebrnęliśmy… możemy, zatem iść dalej. Przez cały pobyt na Cyprze, przekraczaliśmy tę zieloną linię kilka razy. Po raz pierwszy, gdy zwiedzaliśmy stolicę kraju Nikozję, która jest specyficznym miastem podzielonym pomiędzy Cyprem północnym a Cyprem południowym. Piękne miasto. Dwie jego części niewątpliwie różnią się od siebie – greckie dzielnice są zadbane, zabytki odnowione, miasto jest pełne zieleni, muzeów, tętni europejskim życiem i stoi otworem dla turystów. Turecka część miasta natomiast… No cóż, to jeden wielko bazar, sprawiający wrażenie ogromnego bałaganu. W centrum tego, nazwijmy to „chaosu” , stoi przepiękna świątynia – gotycka katedra św. Zofii z XIII w., niestety ogołocona i zamieniona przez Turków na meczet Selima.  Trudno się z tym pogodzić, ale cóż takie dzieje, taka historia. Niewątpliwie trzeba podkreślić, iż Nikozja jest intrygującą i wyjątkową stolicą, bo jedyną na świecie podzieloną pomiędzy 2 kraje. A to nie codzienność :).

Cypryjskie zakątki

 

 

 

 

 

 

 

Drugim razem przekroczyliśmy zieloną linię, kiedy wybraliśmy się na wschodnie wybrzeże wyspy, do znanego już w starożytności Portu Salamina i miasta Famagusta. Cóż to było za przeżycie. Nie można nie wspomnieć wielkiego waloru historycznego Portu Salamina – to właśnie z Salaminy pochodził św. Barnaba – bliski kuzyn Marka Ewangelisty, który wraz ze św. Pawłem ewangelizował na Cyprze. Jak historia mówi pozostał tu do końca swoich dni i tu, jak głosi legenda, został ukamienowany i pochowany. Dziś miejsce to odwiedzamy ze względu na wspaniały starożytny teatr, ruiny łaźni i palestry. Naprawdę warto!

Kolejnym punktem była położona kilka kilometrów od Salaminy – Famagusta. Jest to jedno z najpiękniejszych miast nie tylko tej części wyspy, ale chyba i całego Cypru. W średniowieczu było jednym z najaktywniejszych portów w basenie Morza Śródziemnego, potem popularnym kurortem, a dziś, jako miasto, które najbardziej odczuło podział wyspy na część grecką i turecką, stało się – skansenem. Jest to miasto tętniące życiem z licznymi wspaniałymi zabytkami. Szkoda, że tak niewielu turystów je odwiedza. Poza tym ma piękne plaże, choć też niewiele osób tu wypoczywa… Cóż szkoda. Jest jednak coś, co bardzo zaintrygowało nas w tym miejscu – to  Warosia – miasto widmo. Kiedyś dzielnica Famagusty, leżąca nad samym morzem, świetnie rozwijający się ośrodek turystyczny. Dziś natomiast to miasto widmo, opuszczona, zaniedbana, strzeżona przez uzbrojonych żołnierzy część miasta. A szkoda, bo ma w sobie wielki potencjał. Może kiedyś się to zmieni… Trzymamy kciuki…

Nikozja
Salamina – ruiny starożytnego miasta

 

 

 

 

 

 

Dobra, koniec o Cyprze północnym, czas przenieść się na południową jego część. Inną, bardziej uporządkowaną, jakby bardziej przyjazną. I tu również przeżyliśmy wiele wspaniałych momentów w trakcie zwiedzania. Ale niewątpliwie niepowtarzalną chwilą była wycieczka w góry Troodos. Nie można obok tej wyprawy przejść obojętnie. Podczas gdy nad morzem temperatura sięga zenitu, godzinę drogi dalej znaleźliśmy wspaniały chłód, czyste powietrze z zapachem igliwia, ciszę i spokój. W zimie leży tu sporo śniegu, działają tu nawet ośrodki narciarskie. Najwyższy szczyt tych gór, to Olimp o wysokości 1952 m n.p.m. ze wspaniałą panoramą na okolicę. Co nas tu zaskoczyło? Niesamowita liczba zabytkowych obiektów sakralnych – kościołów i klasztorów, z których 10 zostało wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Nam udało się zwiedzić jeden z nich – Klasztor Kikkos – największy i bardzo bogato wyposażony. Przeżycie nie do opisania. Oprócz Kikkos zobaczyliśmy również mauzoleum i wielki pomnik pierwszego prezydenta Republiki Cypru oraz zwierzchnika cypryjskiego kościoła prawosławnego – arcybiskupa Makariosa III. Bardzo ciekawe miejsca.

Klasztor Kikkos w Górach Troodos

 

 

 

 

 

 

 

Ale i droga powrotna z gór do Limassol była zaskakująca. Dlaczego? Wszystko przez niewielką wioskę Omodos… A w niej… Same pyszności – wina, oliwy, sery… palce lizać. Zatem nie tylko degustowaliśmy, ale także obkupiliśmy się jak rasowi turyści…. A tak naprawdę to jest to wielka tradycja. Praktycznie w każdej wiosce czy małej miejscowości, produkuje się artykuły spożywcze, wino czy rzemiosło. Lokalna ludność tak właśnie zarabia na utrzymanie. Takich miejsc jest tutaj mnóstwo, a my oprócz Omodos odwiedziliśmy również wioskę Lefkarę znaną z produkcji tradycyjnych koronek, rzeźb wykonanych ręcznie, artykułów gospodarstwa domowego czy biżuterii ze srebra. I to właśnie tu skorzystaliśmy ze sposobności zaopatrzenia się w oryginalne pamiątki z Cypru, które nie mają na spodzie napisu Made in China.

 

 

 

 

 

I tak upływały nam kolejne dni. Zwiedzaliśmy dziesiątki miejsc o średniowiecznym charakterze. Zobaczyliśmy Kurion, który jest archeologicznym kompleksem z XII w. p.n.e., park archeologiczny z mozaikami w Pafos czy osadę neolityczną Chirokiti z VI w. p.n.e. i wiele, wiele innych. Wrażeń i doznań było co niemiara. Dni mijały nam bardzo szybko. Wszystkie miejsca były przepełnione cudownymi historiami, legendami, opowieściami o świętych i atrakcjami, które każdy powinien zobaczyć w trakcie pobytu na wyspie. Ale jest coś jeszcze… Jedzenie. Tak jedzenie, które uzupełnia wyobrażenie zwiedzanego miejsca i jeszcze bardziej podkreśla jego wyjątkowość.

Antyczne miasto Kurion, amfiteatr

 

 

 

 

 

 

A ponieważ tradycje kulinarne, lokalne potrawy to jedna z płaszczyzn zwiedzania każdego z miejsc, to oczywiście nie można przejść obojętnie obok i tego tematu. Co nam najbardziej smakowało, co zaskoczyło, co pieściło nasze kubki smakowe? Oj było tego naprawdę wiele. Kuchnia cypryjska jest niewątpliwie zbliżona do greckiej. Wszystko przez wpływy greckie, o których wspominaliśmy wcześniej. Ale… Mimo wszystko bardziej wzbogacone smaki sprawiły, iż dziś możemy mówić o specjalnościach kuchni cypryjskiej. Do dziś pamiętamy smak briam, czyli grillowanych warzyw z zieloną fasolką czy gigantes – potrawy składającej się z dużej, białej fasoli z warzywami w sosie pomidorowym. A pasticio, czyli makaron z mielonym wołowym mięsem i kremem beszamel – po prostu palce lizać. A gdzie jeszcze gemista, czyli papryka lub duże dojrzałe pomidory nadziane mięsem z ryżem i zapieczone w piecu. Oczywiście w trakcie naszych kulinarnych wypraw nie zabrakło mussaki – talarków ziemniaczanych przekładanych sosem z mielonego mięsa wołowego, grillowanym bakłażanem i zalanych sosem beszamelowym oraz znanego wszem i wobec sosu tzatziki.
Po prostu delicje. Można było tak jeść i jeść…

Cypryjskie smakołyki

 

 

 

 

 

 

 

Na naszych stołach nigdy też nie brakowało świeżych, sezonowych warzyw, które towarzyszyły nam na co dzień, no i oczywiście słodkości, a co… Koniecznie hołd trzeba oddać chalvas. Jest to kasza manna gotowana z wanilią, cynamonem i bakaliami lub galaretki, z których można było skonstruować swój własny kolorowy przysmak, czy wszechobecny poncz z owocami. A do tego – wino. Oczywiście z lokalnych winnic, a wśród nich królowa win – słodkie, bardzo esencjonalne wino Commandaria. Jest to sztandarowy trunek na Cyprze, produkowany od stuleci z dwóch odmian winorośli: białej i czerwonej. Szczepy te uprawiane są tylko w 14 wioskach na wschodnich zboczach gór Troodos. Obecnie Commandaria jest cenionym winem na stołach na całym świecie. Była też na naszym J. A jak!

Ale koniec o jedzeniu, bo jeszcze zrobimy się głodni. Jak każda podróż, nasza wyprawa na Cypr to nie tylko oficjalne zwiedzanie według programu, ale i chwile wolnego, a jak one to i wesołe sytuacje z życia turysty. Również my taką przeżyliśmy. A raczej staliśmy się „obiektem” zaiteresowania innych turystów. O czym mowa…. Cóż. Prawie każdy wieczór spędzaliśmy albo na obserwowaniu zachodu słońca, albo na…. potupajkach. No dobra – wieczorach taneczych. Bawiliśmy się doskonale, a i specyfika zabawy była nietuzinkowa. Oprócz nas – turystów z Polski – z wieczorków tanecznych korzystali inni goście, a wśród nich Libańczycy. Oj się działo. O ile my byliśmy w stanie namówić DJ-kę aby zagrała i zaśpiewała piosenkę polską, o tyle Libańczom tak łatwo to nie przechodziło (zwłaszcza z powodu języka). Ale cóż, w zabawie to nie przeszkadzało. Kiedy my – turyści z Polski bawiliśmy się do naszej piosenki, oni mam kibicowali. Lecz kiedy wyprosili już piosenkę dla siebie, to oczywiście tańczyli, no dobra kołysali się jak to mają w zwyczaju. A my…. My wywijaliśmy piruety do arabskiej piosenki w swoim stylu, bo czemu nie. Te wspólne wieczory niewątpliwie nas zbliżyły do siebie ale i sprawiły, iż staliśmy się, a raczej jeden z naszych współtowarzyszy stał się celebrytą. W trakcie jednej z zabaw poprosił o mikrofon i zjawiskowo zaśpiewał utwór z lat 60: Que Sera, Sera…. No przecież każdy zna. Po skończonym występie, owacji nie było końca. Następnego dnia przy śniadaniu na widok naszego solisty Libańczycy powitali go brawami okazując w ten sposób swój zachwyt dla jego występu.  Jaki z tego wniosek…. Droga do sławy nie jest taka trudna…. Zwłaszcza na Cyprze.

I tak zleciał nam cały tydzień. Piękny tydzień pełen wrażeń, emocji, niezwykłych miejsc, smacznego jedzenia i wspaniałej muzyki. Na ostatni dzień pobytu przypadło nasze Święto Narodowe – 11 listopada. W ten dzień byliśmy bardzo zaskoczeni, kiedy zobaczyliśmy nasze narodowe akcenty i powiewające flagi. Było to naprawdę wzruszające i wyjątkowe, zarówno dla nas jak i naszych rodaków mieszkających na Cyprze. Nasz ostatni dzień pobytu był jednocześnie dniem zwiedzenia Limassol. Miasto pięknie położone, blisko plaży, jest drugim, co do wielkości miastem na Cyprze i położone jest pomiędzy antycznymi Curium i Amathous. Historyczna część z zamkiem przeplata się z wypoczynkową strefą miasta. Mnóstwo hoteli, tawern, kawiarenek i plaża. A wszystko to otoczone zjawiskowymi winnicami i gajami cytrusowymi, z których pochodzą tutejsze wina i słodkie owoce. Limassol, oprócz kurortu wypoczynkowego jest jednocześnie świetnym punktem, z którego można udać się wycieczki po całym Cyprze – dziś już to doskonale wiemy, że świetnie trafiliśmy. I do tego ta pogoda, ciepło, muskające skórę słońce. Nie mogliśmy wymarzyć sobie piękniejszej aury.

W tej niezwykłej atmosferze, przyszedł czas na powrót. Choć Cypr jest piękny to i tak zatęskniliśmy za Ojczyzną. Kilka godzin lotu i jesteśmy, w zupełnie innej, listopadowej chłodnej, polskiej aurze. Ale są wspomnienia i kolejne plany. Jak tylko sytuacja pozwoli powrócimy na Cypr.

Czekamy na Was, przyłączycie się do nas następnym razem?

A póki czekamy na ten czas wspólnych wypraw, podzielcie się z nami swoimi wspomnieniami z wyjazdu na Cypr czy do Grecji. No już, nie dajcie się prosić 😉

Magda

 

 

Zapraszamy do galerii

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

About Author

client-photo-1
Astur4-cms

Komentarze

Dodaj komentarz

czternaście − 7 =