Ciotka Lisa cz.2

RODZINA ROMEÓW – CIOTKA LISA  cz. 2

Po śmierci starego Campbella ciotka Lisa nie miała zamiaru długo chodzić w żałobie. Zostawiła sprawy kamienicy w centrum Sydney w rękach mecenasa Campbellów, a sama udając zmartwioną wdowę zakupiła bilet na statek i wyruszyła wycieczkowcem Queen Victoria w podróż morską dookoła wysp Indonezyjskich.

Nie myślcie sobie, że to był pierwszy lepszy statek, a Lisa nie sprawdziła wcześniej wszystkich informacji na temat statku, załogi itp. Statek  Queen Victoria kiedyś należał do Korony Brytyjskiej, po zbudowaniu nowocześniejszego Queen Elisabeth, Queen Victoria został sprzedany Australijskiemu przewoźnikowi morskiemu, który siedzibę swojej firmy miał w Sydney. Mark MacGregor, pochodzący ze Szkocji z Edynburga, był spadkobiercą ogromnej fortuny zapoczątkowanej przez jego pradziadka. Z małej firmy zajmującej się połowem ryb na Morzu Śródziemnym, rodzina MacGregorów przez lata zbudowała wielką flotę zajmującą się nie tylko połowem, ale i przewożeniem ładunków oraz transportem pasażerskim.

Mark studiował nawigację w Szkole Morskiej w Londynie. Po jej zakończeniu i odbyciu kilku stażowych rejsów uzyskał tytuł oficera, a po kilku latach został kapitanem. Odbył kilkanaście rejsów, opłynął na statkach całą kulę ziemską i na koniec postanowił osiąść w Sydney, gdzie jego ojciec kilkanaście lat wcześniej otworzył filię firmy. Po śmierci ojca, Mark przeniósł większość aktywów do Australii i z powodzeniem rozwijał dalej morskie przedsiębiorstwo MacGregorów. To on zakupił wycieczkowca Queen Victoria i dalej budował w turystycznym kierunku potęgę MacGregor Company. Sam rzadko wypływał w rejsy jako kapitan, zatrudniał wielu marynarzy i nie musiał już pełnić podobnych  funkcji.

Jednak w rejs do Indonezji postanowił popłynąć osobiście. Miał kolegę ze studiów, który osiadł w Malezji w Kuala Lumpur i postanowił go odwiedzić. Nie przypuszczał nawet, że  decyzja pójścia w ten rejs tak odmieni jego ustabilizowane dotąd życie.

Ale Lisa wiedziała… Drugiego lutego na tydzień przed swoimi 23 urodzinami, stawiła się w porcie wraz z całym zestawem walizek, w których miała tylko niezbędne do dwudziestodniowej podróży rzeczy. Wykupiła jednoosobową kabinę – apartament, dając wszystkim jasno do  zrozumienia, że w ten rejs płynie sama i jest gotowa na nowe znajomości.

Na adoratorów nie musiała długo czekać. W restauracji, w której miała zarezerwowany jednoosobowy stolik, wszystkie oczy zwrócone były na nią. Nie można się było dziwić, Lisa z premedytacją ubierała najnowsze kreacje i biżuterię, a naturalna uroda dopełniała całości. Wszystkie panie znienawidziły ją od pierwszego wejrzenia, natomiast panowie… bez zmrużenia oka poświęciliby swoje partnerki, by tylko chwilę pobyć w towarzystwie tak uroczej damy. Ale ona była ponad tym, co działo się za jej plecami. Miała jeden cel i skutecznie go realizowała.

Na początku, kapitan nie był świadomy niebezpieczeństwa. Przed wypłynięciem, witał każdego pasażera osobiście, ściskał mu dłoń i życzył udanej podróży na Queen Victoria. Niestety minął się na trapie z ciotką Lisą, gdyż na chwilę odwołano go na mostek. Mesa oficerska była w tej samej  restauracji, tylko na końcu pomieszczenia. Mark jadał posiłki zwykle w towarzystwie swoich oficerów. Już podczas pierwszego wieczornego posiłku, zauważył jakieś poruszenie na sali, ale do końca nie wiedział o co chodzi. Kiedy jednak ujrzał samotną, młodą, uroczą istotę, nie mógł już oderwać od niej wzroku.

Już następnego dnia Lisa siedziała przy stoliku kapitańskim. Wszystkie panie w restauracji były zadowolone z takiego obrotu sprawy, natomiast panowie niekoniecznie. Ciotka Lisa spędzała z kapitanem bardzo dużo czasu podczas rejsu. Rozkochała go w sobie, ale i on nie był jej obojętny.              Po krótkim małżeństwie ze starym Campbellem, licznych przelotnych romansach, towarzystwo przystojnego, ale też bogatego Szkota, sprawiało jej ogromną przyjemność i przyprawiało o szybsze bicie serca.

W dniu urodzin Lisy, Mark wyprawił  na statku wielkie przyjęcie na cześć swojej nowej znajomej. Kiedy przypłynęli do Singapuru w Malezji, był 14 lutego. Mark zabrał Lisę do zaprzyjaźnionego Chińczyka, który prowadził sklep jubilerski  i kupił Lisie na Walentynki pierścionek  z brylantem. Pierścionek był tak piękny, że ona jeszcze nigdy takiego nie widziała. Ciotka mi go kiedyś pokazała, naprawdę wielki okaz, kosztował pewnie  fortunę.

Do Kuala Lumpur pojechała z Markiem już jako serdeczna przyjaciółka, nie jako znajoma z  rejsu. Po powrocie do Sydney, w niedługim czasie, Mark MacGregor poprosił Lisę o rękę, a ona przyjęła zaręczyny.

Życie u boku Marka było dla niej pasmem szczęśliwych dni. Podróżowali wiele. Ciotka opowiadała, że zwiedziła wszystkie kontynenty, widziała wiele kultur, kosztowała różnych kuchni i zawsze była głodna nowych wrażeń. Jej życie się ustabilizowało. Poza podróżami, gdy Mark musiał zająć się firmą, spędzała czas w Sydney lub w rodzinnej posiadłości Marka w Edynburgu. Dziadek Max mówił, że Lisa wreszcie wydoroślała. Kapitan Mark MacGregor może i wpadł w pułapkę zastawioną przez Lisę, ale zamiast być zwierzyna łowną, sam pożarł swojego myśliwego.

Teraz powinno być  zakończenie i żyli długo i szczęśliwie…

No niestety, nie wszystkie bajki kończą się tymi słowami. Minęło kilkanaście lat szczęśliwego pożycia. Pewnego dnia rodzina z Edynburga wezwała Marka do Szkocji. Zmarł niespodziewanie stryjeczny brat, który był prezesem MacGregor Company w Edynburgu. Lisa z Markiem polecieli samolotem do Londynu. Na lotnisku w Stanfield czekała już avionetka MacGregorów, którą mieli polecić do Szkocji. Lot miał trwać ponad godzinę. Następnego dnia miały się odbyć uroczystości pogrzebowe, a potem rodzina musiała zadecydować, co dalej z MacGregor Company w Edynburgu.

Nie dolecieli na miejsce. Coś się zdarzyło przy lądowaniu samolotu. Ciotka opowiadała później, że usłyszała najpierw trzaski, a potem wielki huk. Ocknęła się trzy tygodnie później w szpitalu w Edynburgu. Była w bardzo ciężkim stanie, lekarze utrzymywali ją w śpiączce. Gdy ją wybudzono, nic nie pamiętała, nie wiedziała kim jest, co robi w szpitalu. O wypadku avionetki dowiedziała wiele dni później, gdy zaczynała odzyskiwać pamięć i zaczęła przypominać sobie, po co przyleciała do Edynburga. O katastrofie lotniczej opowiedział jej Sean, drugi stryjeczny brat Marka. Nie wierzyła, że tylko ona przeżyła. Słowa o śmierci Marka i pilota nie docierały do niej. Cały czas miała nadzieję, że to  nie dzieje się naprawdę, że jeszcze śpi i to jest zły sen.

Jeszcze kilka miesięcy dochodziła do siebie. Lekarze nie pozwolili jej się oddalać. W rodzinnej rezydencji Marka nabierała sił. W końcu uznała, że nie jest w stanie dłużej pozostać w Edynburgu. Spakowała swoje rzeczy i wróciła do Australii. W Sydney też nie mogła znaleźć sobie miejsca i tak któregoś dnia wróciła na rodzinną farmę. Ranczo Romera jest otwarte zawsze dla wszystkich swoich mieszkańców. Leczy rany, koi duszę, uzdrawia. Jego siła i moc sprawia, że każdy budzi się na nowo…

Ciotka o tym wiedziała, choć minęło wiele lat, odkąd wsiadła z walizką do autobusu jadącego do Brisbane, to na widok starych drzew, znajomego budynku, pasących się owiec w dali, jej serce zaczęło znowu bić swoim normalnym rytmem. Usiadła w fotelu bujanym na werandzie, zapatrzyła się w krajobraz i już wiedziała, że siła tych korzeni jest tak wielka, że pozwoli jej dalej żyć…..

 

About Author

client-photo-1
Astur4-manager