Ciotka Lisa cz.1

RODZINA ROMEÓW – CIOTKA LISA  cz. 1

Ciotka Lisa – to najmłodsza siostra dziadka Maxa. Po śmierci swojego drugiego, na jakiś czas przyjechała na farmę i mieszkała z nami. Mówiła, że przyjechała tu naładować baterie. Faktycznie całe dnie spędzała na werandzie, siedziała na bujanym fotelu i patrzyła daleko w otaczający krajobraz. Dziadek mówił, że to bardzo nietypowe dla Lisy, która nigdy nie usiedziała pięciu minut w jednym miejscu. Widocznie potrzebowała się wyciszyć. Burzliwe życie, które wiodła w Sydney, na jakiś krótki czas, odebrało jej siły. Wtedy jeszcze nie znałem prawdziwego powodu powrotu ciotki do rodzinnego domu.

Ciotka Lisa zawsze mnie bardzo lubiła ( tak mi się zresztą wydawało). Swoich dzieci nie miała. Często powtarzała, że jest egoistką, nie ma czasu dla innych i szkoda życia na pranie pieluch. Wystarczyły jej wnuki od swojego brata – dziadka Maxa. Siostrzeńców nie miała, bo siostra Franny odeszła w staropanieństwie, nie pozostawiając potomka. Bratanków też nie miała za wielu. Brat Ryan zginął na wojnie, nie zdążywszy się ożenić, a Lence wyjechał w świat i nigdy nie przywiózł swojej rodziny na Rancho Romera. Chociaż Tasmania nie jest daleko od Australii, to po wyjeździe z domu, nigdy jego stopa nie stanęła już na Ranczo.

Zawsze zastanawiałem się dlaczego? W kronikach rodzinnych nie ma o tym ani słowa. W tamtych czasach kronikę prowadził pradziadek Josh, jeżeli była jakaś potężna kłótnia pomiędzy ojcem a synem, to na pewno nie opisałby jej w kronikach. Jak zwykle w rodzinach, prawda leży po obu stronach, więc nie ma co osądzać teraz nikogo. Kiedyś zapytam ojca. Teraz on prowadzi kronikę. Zawsze dużo rozmawiał ze swoim ojcem – dziadkiem Maxem, a ten pewnie wiedział, co się wydarzyło. Po śmierci Ryana, Lence był jedynym bratem dziadka i bardzo byli razem zżyci. Mnie dziadek nie przekazał tej historii, widocznie uznał, że byłem za młody. No cóż, każda rodzina ma swoje tajemnice…

O, kunapipi, znowu zrobiło się poważnie…

Wracamy do ciotki Lisy. Historia jej bogatego  życia może zainteresować każdego. Lisa mając prawie 18 lat oświadczyła rodzicom, że życie na farmie jest dla nudziarzy, którzy nie chcą od świata nic więcej oprócz stada owiec i setki bydła. Ona ma większe ambicje, chce zdobyć świat, fortunę i nie zamierza pozostać na Ranczo ani dnia dłużej. Skoro Lence wyjechał ( ona nie wiedziała nic o kłótni rodzinnej brata z ojcem), to jej też nikt nie powinien zabronić opuścić Ranczo.

Nie czekała na rodzinną debatę, zabrała małą walizkę i wsiadła do nadjeżdżającego autobusu, który raz dziennie przejeżdżał obok Rancza, jadąc do Brisbane. Maxowi powiedziała tylko, że zatrzyma się u przyjaciółki szkolnej  w Brisbane, a potem pojedzie prosto do Sydney, bo chce robić karierę aktorską. Do wielkiej aktorki było jej daleko, ale była bardzo zdeterminowana i postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Faktem jest, że była młoda, ładna, miała przyjemną aparycję i mogła zamieszać w niejednej męskiej głowie.

Na początek postanowiła zaczepić się  burlesce. Teatr Variete w Sydney miał swoją renomę od wielu lat. Trzeba było mieć wiele tupetu, by sądzić, że można tak z ulicy wejść  do teatru i dostać rolę. A jednak Lisa to zrobiła. I  nie myślcie sobie, że nie dopięła swego. Nikt nie wie jak, bo Lisa nigdy się nie przyznała, jak do tego doszło. Faktem jest, że dwa miesiące później zawiadomiła rodzinę, że wyszła za mąż za właściciela Teatru Variete w Sydney i od dziś mamy ją tytułować Madam Lisa Campbell.

Dziadek Max opowiadał, że ich ojcu piana ciekła z pyska przez kilka dni na samą wzmiankę o Lisie. Nie dość, że bez zgody rodziców opuściła farmę, to jeszcze ledwo skończywszy 18 lat wyszła za mąż, informując rodziców po fakcie. Ale cóż było robić, to była cała Lisa. Dziadek Max zawsze mówił, że po Lisie zawsze można było spodziewać się czegoś niesamowitego. Sama ciotka Lisa niejednokrotnie mi powtarzała, że życie trzeba brać garściami i nie zastanawiać się długo, jak los podsyła okazję.

W trakcie swojego krótkiego małżeństwa Lisa wycisnęła męża jak cytrynę. Podobno kochał ją do szaleństwa i spełniał wszystkie jej zachcianki. Najpierw usunęła z teatru rywalki, mogące zagrozić jej karierze. Mąż oponował, ale wkrótce uległ.

Jak już posprzątała w teatrze, to zabrała się za rodzinę starego Campbella. Jej mąż był o 40 lat od niej starszy, niespełna rok wcześniej pochował swoją żonę, która osierociła dwie dorastające córki. Wiadomo było dla Lisy, że  i one są zagrożeniem dla jej życiowych planów. Wysłała bliźniaczki na studia do Wielkiej Brytanii, przekonując męża, że to dla nich najlepsze wyjście  i droga do zdobycia pozycji i kariery. Wbrew woli Mary i Conny, tatuś wsadził córki na statek i wysłał do Londynu.

Tymczasem Lisa wymusiła na mężu sprzedaż rodzinnego domu na obrzeżach Sydney i zakup kamienicy w centrum miasta. Umowę  skonstruował  prawnik Campbella, (który też stracił dla Lisy głowę), w taki sposób, że Lisa została jedyną właścicielką nowego domu. Stary Campbell był tak zakochany w młodej żonie, że nie podejrzewał, że ona za jego plecami robi swoje interesy i wikła się w kolejne romanse.

Któregoś dnia zobaczył żonę na ulicy w objęciach innego dżentelmena. Serce mu pękło z żalu, z nieodwzajemnionej miłości, z poczucia tego, co prawdopodobnie bezpowrotnie utracił. Wezwany na miejsce ambulans odwiózł Campbella do szpitala, ale niestety już go nie odratowano. Lisa nie była niczego świadoma, nie widziała męża na ulicy, nie wiedziała, że trafił do szpitala. Zawiadomiono ją, gdy mąż już nie żył.

Nie myślcie sobie, że długo opłakiwała Jonatana Campbella. Mając 22 lata była nadal młoda, piękna i jeszcze do tego bardzo bogata. Postanowiła nie tracić ani chwili….

Ale co się z nią działo dalej, opowiem innym razem.

Tymczasem mara-mara…

About Author

client-photo-1
Astur4-manager