RODZINA ROMERÓW – WUJEK FRANK

 

Babcia Dolores i dziadek Max doczekali się piątki dzieci. Dan – mój tata, urodził się jeszcze za życia prababci Elli, która, wcześniej pochowała swojego męża – pradziadka Josha, a której zabrakło parę miesięcy życia, aby poznać Clarę. Kolejne dzieci, które rodziły się dziadkom to wujek Frank, wujek Alexander i najmłodsza ciocia Bonita.

Wujek Frank zawsze był typem samotnika. Od najmłodszych lat interesował się sportem. Był niesamowicie szybki, biegał po okolicy, skakał, urządzał wyścigi. Wszyscy porównywali go do geparda. Sam wykonywał różne ćwiczenia, wciągając w nie swoje rodzeństwo. Chciał być coraz szybszy. Kiedy miał 10 lat, dziadkowie uznali, że najwyższy czas, aby ktoś fachowo zajął się Frankiem i zdecydowali, że wyślą syna do szkoły sportowej w Sydney. Frank był przeszczęśliwy.

W Sydney od razu rozpoznali wielki talent u chłopaka i przyjęto go do szkoły sportowej, do klasy lekkoatletycznej. Frank pozostał w internacie, a raz w miesiącu mógł przyjeżdżać na Ranczo. Całe dnie miał wypełnione nauką i treningami. Szybko zaczął osiągać sukcesy. Najpierw w zawodach szkolnych, potem okręgowych. Kiedy jako młodzik wygrał prestiżowe zawody o Puchar Australii i został mistrzem w biegach krótkodystansowych, dziadkowie nie posiadali się z dumy.

Frank przyjeżdżał na farmę, opowiadał, chwalił się swoimi trofeami. Będąc mistrzem kraju, został powołany do kadry australijskiej przygotowującej się do Olimpiady. Było to ogromne wyróżnienie. Cała rodzina kibicowała mu i wierzyła, że osiągnie sukces. Wujek Frank trzykrotnie brał udział w Olimpiadach i za każdym razem przywoził medale. Ma na swoim koncie dwa złote medale olimpijskie w biegu na 100 metrów. Srebrnych i brązowych medali trudno policzyć. Występował również w sztafecie i tam też osiągał sukcesy z drużyną Australii. Babcia Dolores i dziadek Max byli ogromnie dumni ze swojego syna.

Frank oprócz biegania, jeździł na rowerze, świetnie pływał i ogólnie był dobry w każdej dziedzinie sportu. Po zakończeniu kariery sportowej, nadal zajmował się sportem. Osiadł na stałe w Sydney, ożenił się również ze sportsmenką, przesympatyczną Meg O’ Donnel. Najpierw pracował jako trener w klubie lakkoatletycznym, a potem założył swoją własną szkółkę sportową.

Jego szkoła najpierw nastawiona była tylko na dyscypliny lekkoatletyczne: biegi, skoki, a potem stopniowo rozszerzała swoją działalność o tenis, sekcje kolarską, pływanie. Szkoła sportowa wujka Franka istnieje w Sydney do dziś i ma się bardzo dobrze. Obecnie prowadzi ją Willy – syn Franka, a mój kuzyn, z którym utrzymuję bardzo dobre kontakty.

Wujek Frank zawsze był bardzo lubiany przez wszystkie dzieciaki na Ranczo. Zawsze jak przyjeżdżał urządzał nam takie małe Romerowe Igrzyska Sportowe. Każdy z nas był bardzo zaangażowany i koniecznie chciał wygrać. Biegaliśmy, a wujek mierzył nam stoperem czas. Skakaliśmy w dal na prowizorycznie zrobionej skoczni. Ustawiał nam skrzynki i udawaliśmy, że biegamy przez płotki. Wujek Frank nauczył nas wszystkich pływać. Zabierał nas najpierw na basen kryty do Brisbane, a potem jak już dobrze sobie radziliśmy, to jeździliśmy nad ocean. Tam nas nauczył nurkować. Dzięki niemu poznaliśmy Wielką Rafę Koralową na północno – wschodnim wybrzeżu Australii.

Wujka Franka kochały wszystkie dzieci na farmie. Każdy z nich widział w nim swojego idola. Dopiero jak się ożenił, założył swoją szkółkę, to nie miał już czasu na odwiedzanie Ranczo. My tzn. ja i moje rodzeństwo też staliśmy się starsi, ale to co dostaliśmy od wujka Franka w okresie naszego dzieciństwa,  czyli zamiłowanie do uprawiania sportów, pozostało w każdym z nas do dziś.

About Author

client-photo-1
Astur4-manager