RODZINA ROMERÓW – MOI RODZICE: tata DAN i mama HOLY

Ostatnio opowiadałem o tym, jak mój tata otrzymał symboliczne klucze do Ranczo i został właścicielem Ranczo Romera.

Rodzeństwo taty nie miało nic przeciwko temu, gdyż każde z nich wybrało zupełnie inną drogę życiową. Clara miała objąć farmę pradziadka Sama Walkersa – ojca babci Dolores, wujek Frank został sportowcem i rozwijał swoją karierę sportową, ciocia Bonita marzyła by zostać nauczycielką i w końcu osiągnęła swój cel, a wujek Aleksander założył sieć warsztatów samochodowych i cały czas inwestował w swój interes.

Tacie do szczęścia brakowało tylko pani Romer, czyli mojej mamy. Ona oczywiście już była, tylko on jeszcze nie wiedział, że to będzie jego żona.

Tato oprócz zainteresowań związanych z prowadzeniem ranczo, hodowlą bydła, miał jeszcze swoje hobby. Był filatelistą. Należał do klubu filatelistycznego w Brisbane, kolekcjonował znaczki pocztowe, wymieniał się nimi z innymi filatelistami na całym świecie. W klubie w Brisbane miał kolegę Davida Plumbera, ( przyjaciela to chyba za dużo powiedziane, ale dobrego znajomego ), z którym dzielił się informacjami na tematy filatelistyczne, chwalił się nowo nabytymi znaczkami i czasami spotykał się z nim w Brisbane.

Pewnego dnia umówił się z Davidem, aby odstąpić mu zdublowane swoje znaczki z Madagaskaru. Ci, którzy znają się na znaczkach pocztowych, wiedzą, że niektóre nominały zwłaszcza z konkretnych lat, gdy nakład był niewielki, mają swoją cenę. Zdublowane Madagaskary kosztowały okrągłą sumkę. David bardzo chciał mieć te znaczki i poprosił Dana, by z nim poszedł do banku po  pieniądze. Okazało się, że to był ten sam bank, w którym dziadek Max miał rodzinne konta. David pobrał pieniądze z banku i przy okazji przedstawił Danowi swoją siostrę Holy, która dopiero co skończywszy szkołę bankową, rozpoczęła staż w tym banku.

Tato odebrawszy pieniądze,  zauważył Holy, ale nie przywiązał żadnej wagi do tego spotkania. Po niedługim czasie pojechał z ojcem do banku, aby przepisać wszystkie konta na siebie jako głównego właściciela Ranczo Romerów. Tym razem obsługiwała ich Holy. Skończyła staż i dostała posadę doradcy klienta. Tak się złożyło, że Romerowie zostali przydzieleni jej pod opiekę, jako stali klienci. Długi czas, jaki spędzili przy biurku Holy, pozwolił Danowi dokładnie przyjrzeć się dziewczynie. Fakt, że była siostrą jego dobrego znajomego, sprawiał, że jeszcze uważniej patrzył na nią.

Podczas następnej wizyty w banku w Brisbane, pozwolił sobie na zaproszenie dziewczyny na kawę. Potem dość często jeździł do Brisbane i wstępował do banku  pod byle jakim pretekstem. Za każdym razem zabierał Holy na spacer po zakończonej pracy. Wkrótce stało się jasne, że oboje mają się ku sobie. Odbyły się zaręczyny, które zostały przyjęte i para zaczęła snuć plany na przyszłość.

Wesele odbyło się latem, zjechała się cała rodzina. W kronice rodzinnej zapisano, ze takiego wesela jeszcze w rodzinie nie było. Bawili się wszyscy członkowie rodu Romerów: dziadek Max i babcia Dolores, siostra dziadka – ciotka Lisa, rodzeństwo taty: wujek Frank, wujek Alexander, ciocia Clara i ciocia Bonita. Był także pradziadek Sam Walkers oraz rodzina Plumberów – dziadek John Plumber i babcia Emily Spencer-Plumber – to rodzice mojej mamy, jej siostra Brenda z mężem, brat David oraz całe rzesze znajomych, przyjaciół i najbliżsi sąsiedzi. Wesele trwało dwa dni i pewnie jeszcze kilka następnych dni wszyscy dochodzili do siebie.

Po weselu życie na ranczo wróciło do normy. Wszyscy się rozjechali do swoich domów, młodsze rodzeństwo taty, do swoich szkół i pracy. W domu oprócz dziadków pozostał tata i moja mama. Ona była lekko przerażona, bo  życie na wsi ma się nijak do życia w mieście. Ale babcia Dolores, jak zawsze, stanęła na wysokości zadania i okazała wiele wsparcia i ciepła dla swojej nowej synowej. Sama była jeszcze w dość młodym wieku, miała siłę, zdrowie i doświadczenie w prowadzeniu domu na ranczo, więc od żony swego syna nie wymagała zbyt wiele. Mama miała zatem sporo czasu, aby nauczyć się wszystkiego, żeby móc funkcjonować w zupełnie dla niej nowym środowisku. Tata był również bardzo pomocny i nie starał się na siłę zmieniać przyzwyczajeń swojej żony.

Holy bardzo szybko się zaaklimatyzowała w wiejskim otoczeniu. Fakt, że panicznie bała się zarówno koni jak i bydła, ale też nikt jej nie zmuszał, aby zajmowała się tymi zwierzętami. Znalazła sobie furtkę w organizacji przydomowego ogródka i tam z pomocą babci Dolores, starała się realizować. Swoją pracę bankową porzuciła zaraz po ślubie. I tak wiadomo było, że nie wróci już miasta.

Sielanka wiejska trwała dość krótko. Niedługo bowiem urodził się Joshua, mój najstarszy brat, a zaraz po nim przyszła na świat Zoe. Mama miała pełne ręce roboty z tą dwójką. A nie były to spokojne i grzeczne dzieci. Babcia Dolores, jak zwykle zajmowała się całym domem, dziadek wraz z tatą pracowali na ranczo i też mieli całkiem sporo pracy. Mama opiekowała się tylko dziećmi, a to zabierało jej cały czas. Chodziła na okrągło zmęczona i niewyspana. O ile Joshua był jeszcze w miarę spokojnym dzieckiem, to mała Zoe była wcieloną diablicą. Sytuacja lekko zmieniła się, gdy dzieci trochę podrosły. Ale za to wówczas na świat przyszedłem ja, a za mną posypały się kolejne  dzieci Dana i Holy: Archie, Amy, Paolito, Tomie i Mia. W sumie rodzice mieli nas ośmioro. Było wesoło, nie powiem.

Ale po kolei opowiem Wam o każdym z nich.

Tymczasem mara mara i do następnego…

About Author

client-photo-1
Astur4-manager