RODZINA WALKERSÓW – BABCIA DOLORES

 

Poprzednio opowiedziałem Wam historię pradziadka Sama Walkersa i jego żony mojej prababci Ruby. Teraz dokończę historię babci Dolores, bo jak każda historia członka naszej rodziny, historia babci Dolores jest równie ciekawa.

Na odludziu, na którym znajdowała się farma Walkersów, nie było innego domostwa, a oni na farmie byli zdani tylko na siebie: Sam Walkers – ojciec i Dolores – mała dziewczynka, zbyt wcześnie pozbawiona matki. Dolores była mądra i bystra. Zdawała sobie sprawę, że po śmierci mamy, tata musiał zrezygnować ze swoich pasji, po to, by zająć się farmą i jej wychowaniem. Wiedziała, jak bardzo ją kochał i odwdzięczyła mu się tym samym.

Gdy przyszła pora na naukę, Sam Walkers postanowił, że jego córka będzie się uczyła w normalnej szkole, a nie w domu, jak większość dzieci zamieszkałych na odludnych farmach. Zawiózł córkę do szkoły z internatem w Brisbane, a po skończonym tygodniu nauki, przywoził z powrotem do domu. W szkole, mała Dolores nie była akceptowana. Musiała znosić kpiny kolegów, którzy żartowali z jej dziwnego imienia. Z czasem przyzwyczaiła się, pogodziła, a nawet później była dumna, że może się czymś wyróżniać wśród innych uczniów. Nauka, to było jej hobby. Jej poświęcała bardzo dużo czasu. Bardzo polubiła nauczycielkę języka hiszpańskiego i gorliwie uczyła się tego języka. Chciała kiedyś pojechać do Hiszpanii, znaleźć tę Dolores, żeby sprawdzić jaką naprawdę jest kobieta, po której nosiła imię.

Ojciec był bardzo zadowolony z postępów w nauce i wierzył, że córkę czeka świetlana przyszłość. Tymczasem córka rosła, poszerzała swoje horyzonty, udzielała się społecznie, była bardzo empatyczna i otwarta na wszystko co się działo wokół.

Pewnego dnia, do szkoły, w której uczyła się Dolores, przyjechał Max Romer. Przywiózł zaopatrzenie do szkolnej kuchni, gdyż jego ojciec miał podpisany kontrakt ze szkołą na dostawę płodów rolnych. Zobaczył młodą dziewczynę o czarnych włosach, która samotnie siedziała na ławce na dziedzińcu szkolnym. Długo jej się przyglądał, nie mogąc oderwać wzroku od tego obrazu. Dolores czytała książkę, nieświadoma, że ktoś z oddali jej się przygląda.

Nie minęło kilka miesięcy, gdy los znów zetknął Maxa i Dolores. Tym razem Dolores przyjechała z ojcem do Toowoomby na Święto Plonów. Udało im się sprzedać na skupie zebraną kukurydzę i zakontraktować plony na następny rok. Pokręcili się trochę po miasteczku, ale nie mieli zamiaru pozostać do końca i uczestniczyć w zabawie wieńczącej festyn. Tymczasem Max przywiózł wełnę z owiec, którą sprzedał po dobrej cenie i miał ochotę to uczcić. W przelocie zobaczył jadącą na koniu znajomą pannę, której niedawno tak przyglądał się w szkole w Brisbane. Chciał za nią pojechać, ale pomyślał, że na pewno spotka ją na potańcówce i wówczas będzie mógł się przedstawić, zaprosić do tańca i poznać bliżej. Niestety wieczorem nie spotkał czarnowłosej. Dolores po zakończonych rozmowach handlowych, wróciła z ojcem na swoją farmę.

Znowu szczęście przeszło mu koło nosa. Tym razem postanowił na własną rękę poszukać panny. Zaczął rozpytywać wśród znajomych, wierząc, że skoro była na Święcie  Plonów, to musi mieszkać w bliższej lub dalszej okolicy. Była bardzo charakterystyczna, więc miał nadzieję, że szybko odnajdzie swojego Kopciuszka. Nie pomylił się.

Na farmę Walkersów, która oddalona była od Ranczo Romerów o dobre 300 kilometrów, pojechał któregoś dnia, udając obwoźnego  sprzedawcę paszy dla bydła. Nieśmiało licząc, że na farmie jest bydło i może ojciec dziewczyny, czy ona sama, zainteresuje się nowościami w tej dziedzinie.

Sama Walkersa nie było w tym czasie w domu. Dolores przyjęła Maxa bardzo ciepło, wysłuchała co ma do powiedzenia i nawet zadawała rzeczowe pytania. Widać było, że dziewczyna zna się na rzeczy.           W pewnym momencie Max przestraszył się, że ona wie więcej od niego. Ale wkrótce tematy inne zaczęły się dwoić i troić, aż Max uznał, że już i tak zabawił długo i powinien już wracać. Upewnił się jednak co do jednego: Dolores, to ta dziewczyna, z którą chciałby spędzić resztę życia. Jest konkretna, rzeczowa, zna się na prowadzeniu farmy, a przy tym jest piękna, miła, można z nią rozmawiać na każdy temat i wcale się z nią nie nudzić. Jeszcze nie dojechał do domu, jak już powziął decyzję.

Tymczasem po odjeździe Maxa, Dolores długo jeszcze stała na ganku swojego domu i rozmyślała. Spodobał jej się ten Max Romer. Był zupełnie inny od tych młodzieńców, z którymi miała do czynienia. Był taki zrównoważony, taki mądry. Opowiadał tyle ciekawych rzeczy, że mogłaby słuchać ich do końca życia. Nie śmiała jednak myśleć o nim, jako o swoim przyszłym mężu.

Max w tym czasie układał już  rozmowę z ojcem i matką. Chciał jak najszybciej powiadomić ich o swojej decyzji i wrócić na farmę Walkersów z pierścionkiem zaręczynowym dla Dolores. Josh i Ella  wysłuchali syna, wiedzieli doskonale, że syn powinien już się ożenić i powoli przygotowywać się do prowadzenia Ranczo. Ich najmłodszy syn zginął na wojnie, Lenca też już nie było na farmie, wobec tego Max powinien już, poważnie pomyśleć o założeniu rodziny. Był tylko jeden szkopuł. Znali Sama Walkersa ze słyszenia, wiedzieli co wydarzyło się na farmie kilkanaście lat wstecz. Wiedzieli, że jego córka jest jedyną dziedziczką fortuny i spadkobierczynią farmy, która jest znacznie większa od Ranczo Romerów. Wiedzieli, że Sam Walkers nie wyrazi zgody, aby jego córka zostawiła swoją farmę i poszła za mężem. Oni zaś potrzebowali Maxa na Ranczo Romerów. Kto, jak nie on, poprowadzi Ranczo po ich śmierci. Pradziadek Josh, zdecydowanie nakazał synowi wybić sobie z głowy te pannę i szukać żony gdzie indziej.

Max jednak się nie poddawał. Wbrew woli rodziców pojechał na farmę Walkersów z oświadczynami.  Dolores przedstawiła Maxa jako sprzedawcę paszy dla bydła. Sam Walkers przyjął go bardzo życzliwie. Max znalazł się w dość trudnej sytuacji. Sam sobie naważył piwa i teraz musiał go wypić. Najpierw musiał przyznać się do kłamstwa i wytłumaczyć się ojcu dziewczyny. Potem zaś poprosić o jej rękę. Nie było to łatwe, ale Max był urodzonym dyplomatą. W przeciwieństwie do swojego ojca, nie był ani porywczy, ani kimś kto narzuca komuś swoje zdanie. Był spokojny, znał swoje zalety i potrafił je dobrze wykorzystać. Dolores stała z boku i się nie odzywała, ale po jej minie widać było, że gotowa była powiedzieć: tak. Ojciec, zauważył to od razu. Ale myślał racjonalnie, tak jak stary Josh Romer. Co będzie dalej z farmą? Świadomy był, że Max Romer nie porzuci swojego Ranczo, aby przenieść się na farmę Walkersów i tu prowadzić z Dolores jego gospodarstwo. Zdawał też sobie sprawę, że gdy Dolores wyjdzie za mąż, to będzie chciała być z mężem, nie z ojcem.

Co zatem robić? Zaprzepaścić rodzinną schedę, czy dać córce wolność i cieszyć się jej szczęściem. Długo się namyślał, w końcu podjął decyzję. Uznał, że szczęście córki jest dla niego ważniejsze niż farma. Przypomniał sobie swoje młode lata, kiedy jako najstarszy syn, wiedział, że musi objąć po ojcu farmę, choć wcale go to nie interesowało. W głowie miał literaturę, muzykę i sztukę. A jednak los zesłał mu pomoc w postaci Ruby – żony, która sprawdziła się w roli farmerki jak niejeden mężczyzna. Teraz, też pozostawił sprawę losowi do rozwiązania. Wiekowo nie był jeszcze stary, będzie mógł jeszcze wiele lat pracować na farmie. Weźmie sobie pomocników i jakoś to będzie, ale za to Dolores będzie szczęśliwa.

Nawet nie wiedział, jak bardzo los mu sprzyjał. O tym jednak przekonał się dużo, dużo później. Wesele odbyło się na Ranczo Romerów. Prababcia Ella bardzo polubiła nową synową. Pradziadek Josh cieszył się, że oboje zostaną na Ranczo. Pradziadek Sam Walkers, ponieważ był z natury optymistą, nie myślał jeszcze o tym, co będzie z jego farmą, gdy jego zabraknie.

Dolores szybko zadomowiła się u Romerów. Dogadywała się z teściową bardzo dobrze. Zresztą prababcia Ella była bardzo spokojną osobą. Starsza siostra dziadka Maxa, ciotka Franny też znalazła wspólny język z bratową. Ciotka Lisa jeszcze była podlotkiem i wciąż zajęta była swoimi sprawami, pewnie nawet nie dotarło do niej, że brat się ożenił. Wujka Lenca babcia Dolores nie poznała, bo  już go nie było na farmie.

Dolores była szczęśliwa, wreszcie miała dużą rodzinę, o której zawsze marzyła. Niedługo potem ciotka Lisa wyjechała do Sydney, szukać swojego szczęścia w życiu. W rodzinie znowu było trzęsienie ziemi.

Dziadek Josh, choć tego nikomu nie okazywał, bardzo przeżywał najpierw śmierć syna Ryana, odejście z Ranczo młodszego Lenca, ( do którego zresztą sam się przyczynił ), a potem ucieczkę z domu niepełnoletniej jeszcze córki Lisy. Te wszystkie wydarzenia zżerały go od wewnątrz, nie pozwalając mu ani spać, ani normalnie funkcjonować. Dwa lata później odszedł do Krainy Wielkiej Szczęśliwości. Niedługo potem podążyła za nim prababcia Ella. Doczekała się jeszcze wnuka Dana – mojego tatę, którego pradziadek Josh nie zdążył poznać. Kilka miesięcy później, babcia Dolores powiła drugie dziecko-córkę Clarę, ale jej teściowa, czyli moja prababcia Ella, już jej nie zdążyła poznać.

Na Ranczo Romerów nastąpiła wymiana pokoleń: życie za życie. Odszedł pradziadek Josh,  Maxowi i Dolores urodził się Dan, po odejściu prababci Elli, przyszła na świat Clara.

Życie zatoczyło kolejny krąg….

About Author

client-photo-1
Astur4-manager