Kartka z podróży z AS-tur4 – Bawaria

KARTKA Z PODRÓŻY – BAWARIA

Majestat Alp, zieleń łąk, cudność krajobrazów za każdym razem targają odczuciami turystów. Słynne miasta, bajkowe zamki wprowadzają każdego przybysza w niezapomniany, tajemniczy świat Ludwika Bawarskiego – tego człowieka, który sprawił, iż każdy chce zobaczyć i poznać jeden ze wspanialszych zakątków Niemiec, jakim jest Bawaria. I choć przyjeżdżamy tu niemal systematycznie, to każda nasza wizyta, jest inna, przepełniona innymi wrażeniami, bo z innymi wspaniałymi Turystami, naszymi Turystami.

Ten wyjazd był niepowtarzalny. Ile razy ja, jako przewodnik byłam w tym miejscu, zawsze, ale to zawsze lał deszcz. Można by powiedzieć, taka turystyczna atrakcja. Więc i tym razem, trzeba się było  nastawić na mało sprzyjającą aurę, mgłę i słabe widoki. Bo dlaczego miałoby być inaczej… A tymczasem…

Panorama Innsbrucka

Na majówkę na Bawarię w 2019 wybrała się nasza zaprzyjaźniona grupa z Bolesławca, aby odwiedzić te wszystkie wyjątkowe miejsca, poznać ich historię, ale także odkryć ukryte tajemnice. Wielka przygoda zaczęła się, co prawda w Tyrolu, gdzie króluje niepojęta przyroda skrywająca nieduże, urokliwe wioski.  Jednym słowem – region z wdziękiem. My zatrzymaliśmy się w Innsbrucku. Pogoda – niesamowita, piękne słońce tylko wspomagało chęć odwiedzenia miasta szczegółowo. Po kilku godzinach spędzonych w mieście – wiedzieliśmy już wszystko czy to o Goldenes Dachl, Stadtturm, Hofkirche czy Hofburgu. Trzeba było jeszcze tylko zagubić się w uroku uliczek, wypić pyszną kawę i jeszcze raz popodziwiać miasto, ale z innej perspektywy. A inna perspektywa to Bergisel – słynna skocznia narciarska, której nigdy nie powinno się pominąć na swoim szlaku w Innsbrucku. No i przyszedł czas, aby jechać dalej, póki co na odpoczynek do hotelu, a w kolejne dni na podbicie samej Bawarii. 

Przez kolejne dni kilkakrotnie przejeżdżaliśmy w cieniu imponującego Zugspitze. Majestatyczna góra wzbudzała nieodpartą chęć, aby ją zdobyć …  Ale nie tym razem – następnym. Teraz przed nami stały inne miejsca do odkrycia – malowniczy Neuschwanstein, przebogaty Linderhof czy intrygujące Monachium. Czekaliśmy z niecierpliwością.

Linderhof

No to jedziemy. Po drodze opowieści o pierwszoplanowej osobie terenu – Ludwiku II Wittelsbachu uprzyjemniały podróż. Spokojna, kręta droga w pewnym momencie zaniepokoiła naszych turystów. Z prawej las, z lewej las i przed autobusem las i wąska dróżka. Żadnej atrakcji nie widać… Po poruszeniu w autobusie można było wywnioskować zwątpienie – gdzie my jedziemy? Jak to gdzie – do jednej z bogatszych rezydencji na Bawarii, do Linderhof.

Widok rezydencji i najbliższa okolica zdumiała turystów. Miejsce bez tłumów, urokliwe, ciche. Można tu spędzić spokojnie cały dzień, pospacerować, posłuchać przyrody, zwłaszcza, że piękna pogoda ku temu skłaniała. Niestety po zwiedzeniu rezydencji, która zapierała wdech w piersiach swoim bogactwem i wspólnym zdjęciu musieliśmy pojechać na dalszy podbój bawarskich zakątków.

 Tłumy turystów z różnych krajów jechały w tym samym kierunku co my. Po przybyciu na miejsce do Schwangau, mieliśmy wrażenie jakby cały świat zgromadził się w jednym miejscu. Pełno ludzi, ogromne kolejki, kolorowe sklepiki z pamiątkami, bryczki wiozące turystów do najciekawszej atrakcji – zamku Neuschwanstein. My poszliśmy pieszo i dobrze, bo mogliśmy czerpać z przyjemności zdobywania zamku pozytywne emocje. Nasze zmęczenie ukoronował przepiękny widok na zamek. Ogromna bryła zamku, wieżyczki wtopione w nieopisaną zieleń drzew – wszystko to było malownicze i jednocześnie tajemnicze. Teraz tylko trzeba poznać jego historię i osobę Ludwika II Wittelsbacha – intrygującą osobliwość Bawarii. Po zwiedzaniu – emocje były na jeszcze większym szczeblu i każdy z naszych turystów stwierdził, ze trzeba tu przybyć jeszcze raz.

Panorama Innsbrucka

Kolejny dzień spędziliśmy w stolicy Bawarii – Monachium, mieście, które najczęściej kojarzone jest z piłką nożną, piwem czy BMW. W asyście lokalnego przewodnika grupa zwiedziła miasto bardzo szczegółowo od muzeum i siedziby BMW przy Parku Olimpijskim po Altstadt. Po odwiedzeniu niemalże wszelkich zakątków, wszyscy marzyli jeszcze tylko o kawie i piwie. Wspomnienie pozostało na zawsze, a powrót do hotelu wśród malowniczych alpejskich łąk i monumentalnych szczytów sprawił, że każdy z nas chciałby pozostać tu jeszcze trochę. Ale cóż – trzeba było rano wracać do Polski.

Konigssee

W drodze powrotnej czekała nas jeszcze jedna niespodzianka. Bardziej rekreacja niż zwiedzanie, ale miejsce wyjątkowe. Przenikająca zieleń lasów, malowniczo położone jezioro otoczone z każdej strony górami, magiczna atmosfera. Miejsce urzekło każdego, zwłaszcza lokalne stroje, które na każdym stoisku prowadzącym do przystani, łapały nas za portfel… Popłynęliśmy w niedługi rejs po  Konigssee do Kościółka św. Bartłomieja. Piękno przyrody jeszcze bardziej turystów chwyciło za serce. Można byłoby tu zostać i delektować się wszechobecnym pięknem. Warto było tu przybyć. To taka wisienka na torcie. Ale czas wracać – do domu …

Tych kilka dni bardzo szybko minęło. Bawaria pokazała się z jak najlepszej strony. Piękne krajobrazy, magiczne miejsca, szkoda tylko, że brakowało czasu na lokalne produkty, bawarskie potrawy i zabawę. Ale co się odwlecze… Następnym razem koniecznie trzeba będzie wydłużyć tu pobyt i odwiedzić te miejsca, na które nie starczyło czasu.

A zatem, kiedy jedziemy 🙂

 

 

 

About Author

client-photo-1
Astur4-cms