Babcia Pola opowiada… Toruń

babcia pola

BABCIA POLA OPOWIADA…

Toruń

 

Witajcie,

Dzisiaj wyruszamy do Torunia. Dzieciaki już się szykują do drogi. W głowie mają obiecane pierniki. Choć muszę powiedzieć, że Krystianek odrobił lekcje i dowiedział się dokładnie, kim był Kopernik. Co prawda słyszał już to nazwisko, bo codziennie chodzi ulicą Kopernika, ale do tej pory nie wiedział nic o naszym astronomie. Teraz wszystkiego się dowie na miejscu, bo Kopernik z Toruniem związani są od stuleci.

No to ruszamy w drogę, jazda autostradą A-1 jest szybka, ale trochę czasu nam zajmie. Toruń to: gotyk na dotyk, piernik i Kopernik. Tak w dużym skrócie można streścić walory tego miasta. To oczywiście żart, ale coś w tym jest. Miasto jest jedyne w swoim rodzaju, usadowione po obu stronach Wisły. Ta stara, historyczna część miasta, do której ściągają turyści, leży na prawym brzegu rzeki.

Jedziemy od razu na Stare Miasto. Z zaparkowaniem auta znowu problem, ale znalazło się miejsce przy kościele św. Janów. Jak tylko wysiedliśmy z samochodu, to dzieci rozejrzawszy się, stwierdziły, że tu tak dużo budynków z czerwonej cegły, a u nas takich nie ma. Nic dziwnego, Toruń to miasto, które powstawało w średniowieczu, założone przez Zakon Krzyżacki, stąd też budowle z tamtych czasów, które przetrwały do dziś, są zbudowane z czerwonej cegły tak charakterystyczne dla architektury krzyżackiej. Kościół, przy którym się zatrzymaliśmy to katedra p.w. św. Jana Chrzciciela i św. Jana  Ewangelisty. Krystianek powiedział, „ Ale wielki !”  I faktycznie, to jeden z większych kościołów w Polsce.

My jednak poszliśmy dalej ulicą Żeglarską, zobaczyć pomnik Kopernika. Gdy doszliśmy do Rynku Staromiejskiego, dzieci nie mogły oderwać oczu, nie od pomnika Kopernika, tylko od Ratusza z wielką wieżą – oczywiście zbudowanego z czerwonej cegły. Obiecałam im, że potem  wejdziemy na tę wieżę i popatrzymy na miasto z góry. Podczas postoju przy pomniku Mikołaja Kopernika, była okazja do opowiedzenia dzieciom o tym, czy zajmował się nasz astronom. Nie było to takie łatwe, bo słowa trudne a i wyobraźnia dzieci nie sięga dalej niż do słońca, księżyca i gwiazd. Ale udało się, zarówno Krystianek i Nelcia wiedzą już kto to był Kopernik, wiedzą, że patrzył w niebo, oglądał gwiazdy. Jak oboje będą starsi, to jeszcze raz przyjedziemy do Torunia, zwiedzimy Dom Urodzenia Mikołaja Kopernika oraz Planetarium, gdzie zobaczą na własne oczy, jak wygląda wszechświat.

Tymczasem wracamy ulicą Żeglarską i idziemy do Żywego Muzeum Piernika. Miały być pierniki, więc będą. Dzieci nie odpuszczą. Muzeum mieści się przy ulicy Rabiańskiej 9. Z typowym muzeum  ma niewiele wspólnego. Gdy tylko przekraczamy bramę wejściową, od razu przenosimy się w czasie i ku swojemu zdziwieniu, odnajdujemy się w średniowieczu. Tu, we wspaniałej atmosferze, pod okiem Mistrza Piernikarskiego i uczonej wiedźmy Korzennej, bierzemy czynny udział w tworzeniu własnych pierników. Własnoręcznie przygotowujemy ciasto. W tych czynnościach biorą udział i mali i duzi. Potem to ciasto wkładamy do specjalnych, drewnianych forem, by w nich upiec przepyszne pierniki. Na koniec udajemy się na wyższe piętro i w piernikarni, pod czujnym okiem fachowca od zdobień, możemy udekorować nasze pierniki. Dzieciaki zachwycone, same ulepiły ciasto, wybrały foremki do swoich pierników, a po upieczeniu, udekorowały swoje pierniki tak, jak chciały. Wspaniała zabawa w wesołej atmosferze dla całej rodziny.

Po piernikowych atrakcjach, degustacji toruńskich pierników i zakupu piernikowych pamiątek, zabrałam dzieci na Bulwar Filadelfijski. Przeszliśmy przez jedną z wielu bram w murach obronnych Starego Miasta na Promenadę nad Wisłą. Tutaj, dzieciakom bardzo się podobało. Biegały po schodach schodzących prawie do rzeki, a potem  zmęczone siadały na nich. W końcu uznały, że chciałyby popłynąć statkiem po rzece. Właściwie, to mieliśmy taki plan, więc nie oponowałam. Rejs stateczkiem spacerowym był bardzo przyjemny. Trwał ok. 40 minut i w tym czasie mogliśmy podziwiać  na lewo panoramę Starego Miasta, a po prawej stronie rzeki zadrzewione brzegi wyspy Kępy Bazarowej.

Rejs się skończył, a dzieci już zaczynały odczuwać głód i zmęczenie. Pora była, by udać się do hotelu na zasłużony odpoczynek.

Następnego dnia, zaraz po śniadaniu, wyruszyliśmy na dalszy ciąg podboju Torunia. Nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od wizyty w Domu Legend Toruńskich. Chciałam, aby dzieci poczuły historię miasta opowiedzianą w przyswajalny dla nich sposób, czyli w formie baśni i legendy. Narratorka – mieszczka prosto ze średniowiecznego Torunia w bardzo przystępny i żartobliwy sposób opowiadała legendy angażując  i dzieci i dorosłych. W ciągu godziny poznaliśmy sześć legend osadzonych w klimacie średniowiecznego toruńskiego Rynku. Moje wnuki były zachwycone. Teraz już łatwiej będzie im zrozumieć historię tego miasta.

Po wyjściu z Domu Legend, dzieci nie odpuściły i musieliśmy wejść do Manufaktury Cukierków. Ależ tam było kolorowo i pachnąco.  Na szczęście skończyło się na kupnie jednego lizaka, ale wybór był taki ogromny, że zajęło to nam dobre pół godziny.

Na skrzyżowaniu ulicy Szerokiej i Żeglarskiej stoi osiołek, a właściwie to rzeźba osiołka. Koniecznie trzeba było zrobić zdjęcie i Krystiankowi i Nelci na osiołku, by potem pokazać je rodzicom.

Skoro mowa o rzeźbie, to jak nie zaprowadzić ich Rynkiem Staromiejskim pod kolejną rzeźbę komiksowego psa Filusia, który od lat wiernie stoi w tym miejscu, czekając na swojego pana.

Znowu byliśmy pod Ratuszem i dzieci były gotowe na wspinaczkę na Wieżę Ratuszową. A stamtąd widok bajeczny. Na tej czterdziestometrowej wieży jest punkt widokowy i można podziwiać miasto z każdej strony świata. Starówka widziana z góry, dachy domów, charakterystycznych budowli, ruiny zamku krzyżackiego, mury miejskie, aż wreszcie rzeka Wisła z promenadą i ze swoimi mostami, widok na prawobrzeżne dzielnice miasta. A z drugiej strony, wieże kościołów, a na dalszym planie dzielnice mieszkaniowe z rzędami bloków mieszkalnych. Cały Toruń widoczny z góry.

Na koniec zostawiliśmy sobie  atrakcje toruńskie na świeżym powietrzu. Pierwsza z nich to Park Dolina Marzeń. Ktoś by pomyślał, po co ciągnąć dzieci do parku, skoro u siebie mają niejeden park. Ale w tym parku położonym nieopodal mostu im. Józefa Piłsudskiego znajduje się coś ciekawego.

Samochód zostawiliśmy na parkingu przy Bulwarze Filadelfijskim niemal przy wejściu do parku. Są tam też toalety, więc dwie sprawy załatwione mieliśmy od ręki. Naprzeciwko, po drugiej stronie ulicy, piękny 4 * hotel Kopernicus. Ale my na niego nie zwracamy uwagi, choć Krystianek nie omieszkał zapytać, dlaczego tu nie spaliśmy. Nie chciałam go wtajemniczać w ekonomię emeryckiego portfela, ale może warto byłoby uczyć młodych oszczędnie gospodarować zasobami finansowymi już od dziecka. Skończyło się na tym, że powiedziałam mu, że w naszym hotelu też się fajnie spało. Na ten moment mu to wystarczyło.

Wchodząc po schodkach do parku trafiamy na Zegar Słoneczny. Jest  to w istocie artystyczny pomnik postawiony w 500 rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika. To wielka kula z 13 wklęsłymi tablicami, pokazującymi godziny od 6 do 18 oraz jedną tablicą pamiątkową. Po wyjściu z Doliny Marzeń przeszliśmy przez Aleję 500 lecia Torunia do Ogrodu Muzyków. I tu świetna niespodzianka – Muzyczny Plac Zabaw. Zarówno dorośli jak i dzieci mogą tu wspaniale bawić się dźwiękami. Różnorodne instrumenty, na których można samodzielnie grać, wydają charakterystyczne dla siebie dźwięki. Możemy mieć słuch muzyczny lub nie, ale na każdym z instrumentów  możemy zagrać. Super zabawa.

Z Ogrodu Muzyków już tylko parę kroków ulicą Bydgoską do Ogrodu Zoobotanicznego. Niestety, nie można było pominąć tej atrakcji na mapie Torunia. Tym bardziej, że na co dzień, dzieci nie mają styczności z dzikimi  zwierzętami,  gadami czy ptakami. Spędziliśmy w Zoo dużo czasu a i to wydawałoby się, że za mało. Dzieci interesowało wszystko, każdego ssaka chciały obejrzeć dokładnie. Niektóre chowały się przed oczami gapiów, ale i tak sporo pokazało swoje oblicza. Dzieci zachwycone były lemurami, kangurami, niedźwiedziem himalajskim czy surykatkami. Z ptaszarni, gdzie było mnóstwo kolorowych ptaków, wydających niesamowite dźwięki, nie chciały wyjść. Krystiankowi podobały się węże, których z kolei bała się Nelcia. Ona natomiast zachwycała się powolnymi żółwiami.

I tak zleciały nam trzy godziny. Nie chciałam już ich popędzać, ale czas było wracać do domu. Przed nami długa droga. Co prawda jazda autostradą A-1 to czysta przyjemność, ale i tak odległości się nie da skrócić. W samochodzie dzieci padły jak mopsy, zmęczone poznawaniem kolejnego miasta na mapie Polski. Szybko zasnęły ukołysane cichym pomrukiem silnika. Ale jeszcze zanim zamknęły oczy, to Krystianek zapytał: „Babciu, a gdzie pojedziemy za tydzień?”

Ponieważ zaczęły się już wakacje, pomyślałam, że zabiorę ich na Mazury, nad wodę, ale nie tylko…

A Wy chcielibyście spędzić następny weekend nad jeziorem ? Jeśli tak, to zapraszam, bądźcie gotowi na następną wyprawę.

Do zobaczenia za tydzień

Babcia Pola

 

 

About Author

client-photo-1
Astur4-manager