Babcia Pola opowiada… Góry Świętokrzyskie

babcia pola

BABCIA POLA OPOWIADA…

Mazury: Góry Świętokrzyskie

 

Witajcie,

Tydzień temu moje wnuki zapytały mnie „ Babciu, a gdzie jedziemy w przyszłym tygodniu?” – „ A gdzie byście chciały jechać ?” – zapytałam Krystianka i Nelcię. A wnuk mi odparł „ Babciu w góry jedźmy, w góry” – Pomyślałam, dobrze w góry, czemu nie? A potem przyszło otrzeźwienie, gdzie ja z nimi w góry pojadę. Bo pierwsze co wpadło mi do głowy, to oczywiście Tatry. Ale zaraz rozum mi wrócił i powiedziałam „ Dobrze, dzieci jedziemy w góry – w Góry Świętokrzyskie.” Dzieci z aprobatą poparły moją decyzję, nieświadome, że góry górom nie równe.

I tak wyruszamy właśnie w Góry Świętokrzyskie na krótki dwudniowy wypad.  Jedziecie z nami ?                    To zapraszam….

Zanim dojedziemy do Kielc, które nam otworzą wrota do Gór Świętokrzyskich, zatrzymamy się na chwilę w Chęcinach. Musimy zjechać troszkę z drogi głównej i wjechać do wsi. Na parkingu koło kościoła zostawiamy samochód i Ścieżką Mnicha wspinamy się na wzgórze. A po co ? Po to by z bliska zobaczyć, niestety ruiny, królewskiego zamku.

Zamek kiedyś był bardzo okazały, składał się z Zamku Dolnego dla służby i Zamku  Górnego dla właścicieli oraz z trzech wież. Była to prawdziwa twierdza warowna. Zbudowana na przełomie XIII i XIV w. przez możnych ówczesnego świata. Szybko jednak stał się zamkiem królewskim, należąc najpierw do  Władysława Łokietka, a potem do Kazimierza Wielkiego. Z racji swojego dogodnego położenia w zamku odbywały się zjazdy szlachty i rycerstwa polskiego. Stąd też wyruszały wojska polskie na wielkie bitwy. Niestety po prawie 200 latach świetności fortyfikacje  zostały zniszczone, a po ich odbudowaniu, po pół wieku zamek został doszczętnie zniszczony przez Szwedów i do dnia dzisiejszego już nie udało się go odbudować. Teraz możemy zwiedzać tylko zabezpieczone ruiny. Już z daleka Krystianek słusznie zauważył, że ten zamek to wygląda bardziej jak duży statek, który utknął z nieznanych przyczyn na wzgórzu. No cóż, dzieci pewnie tak zapamiętają ten zamek.

Mijamy Kielce, które nie są naszym celem podróży. Dobrze, że jest obwodnica miasta. W Bielinach zatrzymamy się na chwilę. Bieliny to centrum uprawy truskawek. Co prawda truskawki już się kończą, ale jeszcze przy drodze stoją przenośne stragany i sprzedają takie świeże, prosto z pola truskawki. Słodkie, soczyste owoce, no palce lizać. Postawiłam kobiałkę na tylnym siedzeniu i mam nadzieję, że jak wysiądziemy z auta, to coś dla mnie zostanie 😊. Dzieci pytają, gdzie te góry, bo ich nie widzą. No to zaczęłam im tłumaczyć, że góry – górom nie równe. Góry Świętokrzyskie są niskimi górami, trudno je porównywać do np. Beskidów, gdzie byliśmy ostatnio. To szereg pasm rozrzuconych po stosunkowo niedużym terenie o max. wysokości do kilkuset metrów. Dzieciom się wydaje, że to tylko pagórki. A to przecież jedne z najstarszych gór w Polsce i w Europie.

Wreszcie dojechaliśmy do Huty Szklanej, gdzie znajduje się  „brama” do Świętokrzyskiego Parku Narodowego  obejmującego całe pasmo Łysogór. Na razie nie będziemy przez nią przechodzić, choć dzieci rwą się już do spaceru. Odwiedzimy najpierw dwie inne atrakcje świętokrzyskie.

Najpierw cofniemy się w czasie, aż do wczesnego średniowiecza, odwiedzając Osadę Średniowieczną pod Świętym Krzyżem. To naprawdę bardzo ciekawe miejsce dla dorosłych i dla dzieci. Przekraczając drewnianą bramę, wchodzimy do małej wioski, w której wzdłuż drogi stoją chaty. W każdej chacie „mieszka” jakiś inny ówczesny rzemieślnik. Pokazany jest wystrój chaty oraz przyrządy, narzędzia jakimi posługiwała się dana osoba. Ludzie, którzy tu pracują, to pasjonaci. Ubrani w stosowne średniowieczne stroje, z wielkim zaangażowaniem opowiadają, o zawodach, które wykonywali mieszkańcy poszczególnych chat.  Wszyscy słuchają z wielkim zaciekawieniem, jak szewc opowiada o ciżemkach, które zamówił wielmoża dla swoich dzieci, jak kowal pokazuje co można zrobić z kawałkiem żelaza, jak zielarka uczy parzyć wspaniałą herbatę ze wszystkiego co rośnie na polach, a tkaczka pokazuje jak  zrobić sukno na koszulę. A wiecie o co zapytał Krystianek ? „ Babciu a czemu oni nie chodzili do marketu, tylko sami musieli sobie wszystko zrobić ?” Hmm, musiałam się dobrze zastanowić, żeby mu tak odpowiedzieć, by nie ciągnął tematu w odniesieniu do naszych czasów.  W Osadzie byliśmy prawie półtora godziny i wcale nie było nudno.

Potem poszliśmy do Babyjagowa. Ciekawi jesteście co to takiego ? Otóż w Świętokrzyskiem różnego rodzaju wiedźm, czarownic jest wszędzie pełno, bo to symbol Łysogór. Jak powiadają legendy, baśnie i inne przekazy: na Łysej Górze od dawien dawna zbierały się czarownice, szczególnie podczas burzliwych nocy. Przylatywały na miotłach, na łopatach  z okolicznych zakątków i debatowały jak tu ludziom dokuczyć. Takie zloty czarownic nazywano sabatami. Były też i dobre czarownice, które pomagały ludziom, szczególnie w walce z różnymi chorobami. One posiadały tajemną moc i potrafiły korzystać z dóbr naturalnych, by leczyć chorych. Te jednak nie kumały się z diabłami i nie brały udziału w zlotach na Łysej Górze.  Od tamtych czasów symbol Baby Jagi ( bo i tak je nazywano ) na miotle nieodłącznie kojarzy się z Górami Świętokrzyskimi.

Babyjagowo, to takie miejsce dla dzieci, gdzie mogą się wyszaleć. To swoisty plac zabaw, gdzie dzieci spotykają bohaterów bajek,  a sami czują się jak Jaś i Małgosia, którzy zagubili się w lesie i spotkali Babę Jagę, chatkę z piernika  oraz zbója Madeja.

Po zabawach, okrzykach i poczęstunku piernikiem, idziemy wreszcie w góry, czyli Drogą Przewodników Świętokrzyskich ruszamy spacerkiem w głąb Świętokrzyskiego Parku Narodowego, by dostać się do klasztoru na Świętym Krzyżu. W tej części Polski wszystko jest związane ze Świętym Krzyżem, począwszy od nazwy województwa, regionu, gór, klasztoru na Łysej Górze. Łysa Góra jest umownie nazywana Świętym Krzyżem, po tym jak  Władysław Łokietek podarował  w XIV w. mnichom mieszkającym w klasztorze zbudowanym na szczycie, relikwie drzewa Krzyża Świętego. Od tego czasu, klasztor stał się najważniejszym Sanktuarium Krzyża Świętego. Przybywali tu z pielgrzymką królowie polscy, możnowładcy i okoliczni mieszkańcy. Droga, która wiedzie z drugiej strony od Nowej Słupii jest do dziś nazywana Drogą Królewską.

My wspinamy się asfaltową drogą do góry. Szczyt, na którym stoi klasztor nie jest najwyższym punktem – Łysa Góra ma 594 m wysokości, a leżąca na przeciwległym krańcu Łysogór – Łysica ma 614m. Idąc przez las opowiadałam dzieciom o Puszczy Jodłowej, w której większość drzew stanowią jodły i buki. Na ziemi pokazywałam charakterystyczne dla Łysogór – gołoborze, czyli rumowiska skalne. One zresztą co chwilę wynajdywały na poboczu to jakieś roślinki, to owady, szyszki, mech. Było o czym opowiadać. Droga minęła nam dość szybko i nawet nie była męcząca.

A na szczycie tłum ludzi, choć po drodze też minęliśmy dwie grupy szkolne i nawet zaprzyjaźnioną przewodniczkę po regionie – Panią Danusię. Nawet zapraszała nas, abyśmy przyłączyli się do jej grupy dzieciaków, ale my szliśmy swoim tempem. Gdy dotarliśmy wreszcie do klasztoru, to w bazylice były uroczystości i nie można było zwiedzać ani kościoła, ani kaplicy z relikwiami. No trudno. Zabrałam dzieci do Muzeum Parku Narodowego mieszczącego się w pomieszczeniach klasztornych.  Ciekawe, multimedialne wyposażenie sal, pozwoliło dzieciakom przyjrzeć się z bliska zwierzętom, roślinności, która znajduje się na terenie Gór Świętokrzyskich. Wnukom się podobało, szczególnie te wypchane zwierzęta, patrzące swoimi szklanymi oczami na odwiedzających.

Powrót już nie zapowiadał się tak przyjemnie, dzieci były już trochę zmęczone, wiec zjechaliśmy w dół busikiem, który zawiózł nas prosto na parking, gdzie stał nasz samochód. Na nocleg udaliśmy się do pensjonatu Pod Kogutami w Bielinach. Dzieci oczywiście  wolałyby spać w chatce z piernika u Baby Jagi, ale nie tym razem.

Następnego  dnia zaraz po śniadaniu pojechaliśmy na drugą stronę Łysogór, do Nowej Słupii. Zatrzymaliśmy się na parkingu, skąd zaczyna się droga na Święty Krzyż zwana Drogą Królewską. Jeszcze raz przypomniałam dzieciom, o tym jak to królowie polscy pielgrzymowali tą drogą do Sanktuarium Świętego Krzyża, ale tym razem to ich bardziej interesowały stragany z pamiątkami, nieodłączny element każdego wyjazdu – zakupy pamiątek. No, ale cóż zrobić,  chcą rodzicom przywieźć coś z każdego naszego wypadu weekendowego.

W Nowej Słupii jest jeszcze jedna ciekawa atrakcja czyli Centrum Kulturowo – Archeologiczne. Co prawda moje wnuki są jeszcze trochę zbyt małe, aby dobrze odebrać to co się tam dzieje, ale poszliśmy zobaczyć stare, oryginalne chaty i obejścia, w których kiedyś mieszkali tubylcy zajmujący się wytopem żelaza, garncarstwem czy innymi poważnymi zawodami. Centrum działa cały czas, ale najbardziej ożywa w połowie sierpnia, gdy odbywa się tu plenerowa impreza Dymarki Świętokrzyskie. Podczas Dymarków turyści mają możliwość obejrzenia starożytną metalurgię żelaza. Organizowane są pokazy wytopu żelaza w oryginalnych piecach dymarskich.

Na koniec pobytu w Górach Świętokrzyskich postanowiłam zabrać dzieciaki do Parku Rozrywki Sabat w Krajnie u podnóża Świętej Katarzyny ( z drugiej strony Łysogór ) Z Nowej Słupii przejechaliśmy samochodem ok. 20 kilometrów i byliśmy na miejscu.

Sam Park Rozrywki Sabat Krajno ma wiele do zaoferowania zarówno dzieciom jak i dorosłym. Na bardzo ładnie zagospodarowanym zielonym terenie,  znajdują się miniatury znanych na całym świecie budowli. Fakt, że dzieci jeszcze nie znają ich osobiście, ale Krystianek już mógł się pochwalić, że poznaje wieżę Eiflla z Paryża czy piramidy z Egiptu. Jednak dzieci całym sercem rwały się do Lunaparku. A tam możliwości bez liku: to skoki na trampolinach, to wizyta na stacji kosmicznej, przejażdżki łódeczkami, skuterkami, czy zabawa na dmuchańcach. Dałam im dwie godziny, ale to było za mało, bo jeszcze babciu i tu i tu… W końcu wyciągnęłam ich stamtąd, bo już pora była wracać do domu. Ale był to dla dzieci strzał w dziesiątkę.

Następnym razem też muszę obrać taki kierunek podróży, by znaleźć atrakcje dla dzieciaków. Jeszcze nie wiem, gdzie pojedziemy za tydzień, ale na pewno będzie ciekawie i atrakcyjnie.

Zapraszam Was już dziś.

Babcia Pola

 

 

 

About Author

client-photo-1
Astur4-manager