Babcia Pola opowiada… Beskid Śląski

babcia pola

BABCIA POLA OPOWIADA…

Beskid Śląski

 

Witam wszystkich,

Gotowi na kolejną podróż ? Nelcia i Krystianek już nie mogli się doczekać kolejnego wyjazdu, a Wy ?

No to ruszamy. Dziś zabierzemy Was na południe Polski w Beskid Śląski a konkretnie do Szczyrku, Wisły i Ustronia. Zabierzemy, bo dziś nie jadę sama, tylko mam kierowcę – dziadka, który lubi tamte tereny i ma tam wielu znajomych, więc chętnie z nami pojedzie. Beskidy to pasmo górskie na południu, rozciągające się na długości kilkuset kilometrów. My skupimy się teraz tylko na Beskidzie Śląskim.

Zanim dotrzemy do gór, przejeżdżamy przez  Bielsko Białą – miasto, które jest bramą do Beskidu Śląskiego.  Pamiętacie Bolka i Lolka, Reksia czy Baltazara Gąbkę ? Kto nie pamięta tych bajkowych postaci, które przez ponad dwie dekady bawiły dzieci swoimi przygodami.  Wszystkie te filmy oraz wiele innych powstały właśnie w Bielsku Białej w Studiu Filmów Rysunkowych. Można zarezerwować wejście na prezentacje multimedialne, które są przygotowywane dla grup, a indywidualni turyści są dołączani do grupy. Półtora godzinny program edukacji filmowej, to wspaniała zabawa zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. W trakcie takiej prezentacji możemy obejrzeć poszczególne etapy produkcji filmu rysunkowego, projekty postaci, dekoracje czy rekwizyty filmowe, a na koniec jest pokaz filmów rysunkowych, które powstawały przez lata w Studio. Choć teraz ogląda się inne bajki w telewizji, to mądrzy rodzice nie powinni pozwolić pogrzebać Bolka i Lolka czy Reksia, bajek na których się wychowali,  pod stertą współczesnych zagranicznych bajek o Bingu, Maszy czy Psim Patrolu.

Do Studia Filmów Rysunkowych my udamy się innym razem, bo przed nami już widać góry. My jedziemy prosto na parking pod Dębowcem, bo wybieramy się na Szyndzielnię. Na parkingu mnóstwo aut, wiadomo – weekend i nie tylko my mieliśmy taki pomysł. Tym razem to dziadek nas zaskoczył  i stwierdził, że nas podwiezie pod samą Stację Dolną Kolei Gondolowej, a potem zawróci. Już się zdążył umówić ze znajomymi, więc nie będzie się nudził. Spotkamy się z nim dopiero w hotelu w Szczyrku.

No, nie dziwcie się, to będzie dla wszystkich niespodzianka – spacer po górach. Ale po kolei. Najpierw musimy w kasie kupić bilety. Krystianek jest tak bardzo podekscytowany, pierwszy raz będzie jechał koleją w powietrzu. Nelcia, chyba jeszcze nie bardzo rozumie co to kolej gondolowa, ale też się cieszy. Trochę robi się chłodno. Stacja kolejki jest w lesie, w cieniu drzew. Ale jak już wsiedliśmy do żółtego wagoniku, to cała reszta nie miała znaczenia. Jazda w górę, między drzewami, widok z tyłu na Bielsko Białą – bajeczny. Dzieci – zachwycone, nie chciały wysiadać na górnej stacji. Ale jak już wysiadły, to dostały tyle energii, że nie mogłam ich powstrzymać. I dobrze, bo przed nami wędrówka szlakiem górskim do Szczyrku. Nie, nie mylicie się, idziemy górą z dziećmi. Nie ma tu specjalnie trudnego szlaku, droga jest bardzo przyjemna, a dzieciaki są w dużo lepszej kondycji ode mnie. Postój w schronisku „Pod Szyndzielnią” – koniecznie. Dzieciaki już zdążyły zgłodnieć, wobec tego w schronisku zjemy naleśniki z marmoladą i bitą śmietaną. Chyba nie ma dzieci, które by tego nie lubiły.

Po krótkiej przerwie opuszczamy jedno z najstarszych schronisk w Beskidach i  idziemy dalej. Droga jest naprawdę bardzo przyjemna, dzieciaki mają jeszcze sporo siły. Biegną przede mną, szukając znaku szlaku turystycznego. Jak znajdą kolejny, to wielka radocha, czkają aż babcia się doczłapie i gnamy dalej. Od schroniska „Pod Szyndzielnią” idziemy trochę pod górkę szlakiem czerwonym i żółtym. Gdy miniemy szczyt Szyndzielni 1028m n.p.m., to jeszcze trochę pod górkę i niedługo potem w punkcie Pod Klimczokiem – to już wys. 1065 m n.p.m., szlaki nam się rozchodzą. My wybieramy czerwony szlak i dochodzimy nim do Siodła pod Klimczokiem. Myślicie, że dzieciaki zmęczone, a skąd. Siodło Pod Klimczokiem to takie rozdroże. Można iść do Schroniska Pod Klimczokiem, można wspiąć się na samą górę na szczyt Klimczoka, można wybrać szlak czerwony i iść do Chaty Wuja Toma czy na Magurę. My jednak idziemy szlakiem niebieskim w dół do Szczyrku, do naszego hotelu. Po niedługim czasie dochodzimy do drogi i już jesteśmy na osiedlu Pod Magurą. Po krótkim zejściu docieramy do Sanktuarium MB Szczyrkowskiej na Górce. Dzieciom  opowiedziałam o Pani – Królowej Beskidów, która chroni te ziemie i ludzi, którzy tu mieszkają. Weszliśmy do środka, za chwilę miała zacząć się Msza Św., ale zdążyliśmy się rozejrzeć i popatrzeć na nieduży obraz Matki Bożej w ołtarzu głównym. To sanktuarium to bardzo urocze i kameralne miejsce. Dzieciom się podobało, ale już widziałam, że są zmęczone. Na szczęście, nasz hotel „Orle Gniazdo” znajduje 2 minuty od kościółka i już po chwili byliśmy w hotelu. A tam  w pokoju czekał na nas dziadek. Po tak intensywnym dniu, dzieci nam padły i spały twardym snem, aż do godziny 8 rano następnego dnia.

Kolejny dzień, to też mnóstwo wrażeń, nie myślcie sobie, że przyjechaliśmy tu po to, by odpoczywać w hotelu. Najpierw spacer po centrum Szczyrku. Krystiankowi bardzo podobała się fontanna w kształcie kuli na głównym placu św. Jakuba. Przeszliśmy też deptakiem nad Żylicą, aż do kompleksu skoczni narciarskich. Dzieci zachwycone, bo mogą naocznie obejrzeć skocznie narciarskie. Naszych reprezentantów w skokach Krystianek już dobrze zna. Może wymienić czy Kamila Stocha, czy Piotra Żyłę. Oni pewnie też trenowali kiedyś na tej skoczni. Teraz widać jak takie małe brzdące skaczą na igielicie na najmniejszej skoczni. Krystian też chciałby być takim sławnym Kamilem Stochem, ale to tylko takie marzenia 8 latka.

Następnym naszym celem w Szczyrku jest Skrzyczne. Góra, która od wschodu zamyka dolinę, w której leży Szczyrk. Ale już nie będziemy się wspinać na piechotę, tylko wjedziemy na szczyt wyciągiem krzesełkowym. Kanapy są 4 osobowe, więc nie ma problemu. Dziadek też z nami jedzie na górę, więc zajmiemy całą kanapę. Podróż w górę trwa kilka minut. Najpierw przejeżdżamy koło okien hotelu Meta, machamy hotelowym gościom, a oni z pełnym uśmiechem kiwają nam na dzień dobry. Patrzymy przed siebie, ja mam lęk wysokości, więc staram się patrzeć w górę, a  Nelcia co chwilę pokazuje mi ludzi na szlaku w dole. A Krystianek, wiecie, co wymyślił, że on właśnie chce siku będąc w górze na wyciągu. I tak to jest… Dobrze, że jest Stacja Pośrednia, wyskakujemy z kanapy i zanim wsiądziemy na drugą nitkę wyciągu, to możemy wszystkie sprawy załatwić.

A na szczycie, na wysokości 1257 m, niebo błękitne, słoneczko świeci, pogoda wymarzona. Stanęliśmy na moment, by spojrzeć na wieżę telewizyjną. Krystian się zastanawiał, ile razy piorun w nią już uderzył. W schronisku na Skrzycznem koniecznie trzeba było coś zjeść, bo przecież dzieci już umierały z głodu. I wiecie co zjadły, no oczywiście naleśniki z bitą śmietaną. Standard.

Z góry widać piękną panoramę: Beskid Żywiecki, Beskid Śląski, Jezioro Żywieckie a nawet Babią Górę. Wspaniały widok. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę na ławeczkach, wystawiając buzie do słońca. Totalny luz, żal się podnosić i wracać. Ale przed nami jeszcze Wisła. Trzeba było się zbierać. Jazda w dół pozwalała na podziwianie panoramy Szczyrku. Najbardziej dzieciom podobał się hotel, w którym spaliśmy – Orle Gniazdo. Budynek góruje nad całym miastem i jest bardzo okazały. Dzieci też umiały już pokazać Sanktuarium na Górce, gdzie byliśmy poprzedniego dnia. Wysoka wieża kościoła ponad Orlim Gniazdem jest bardzo charakterystyczna.

Droga do Wisły pnie się pod górę i jest dość zakręcona. W lecie przejazd jest żmudny, ale w miarę drożny. Natomiast zimą, to prawdziwa gehenna. Cały okręg Śląski zjeżdża tu na narty, bo tu prawie jak w Alpach. Śnieg zimą leży cały czas, wyciągów i tras zjazdowych  do wyboru i do koloru. Są  kanapy, jest gondola, krzesełka, wyciągi orczykowe, talerzyki dla młodych narciarzy, a nawet maty jezdne dla maluchów. I trasy też są bardzo  zróżnicowane. Choćby taka Golgota jak ta przed nami. Nawet dziadek swego czasu miał strach w oczach, jak pierwszy raz chciał z niej zjechać na nartach. Zawsze jednak najlepiej jeździło się na Julianach. Swego czasu, dawno temu jeździliśmy nawet na Kajmanach 😊 czyli na stoku Kaimówka, który został przez kolegę przemianowany na Kajmany.

Ale to stare czasy, miło powspominać, ale co tu dużo gadać o zimowych sportach, jak jest lato. Właśnie przejeżdżamy przez Przełęcz Salmopolską, czyli umowną granicę między Szczyrkiem a Wisłą. Tu na Przełęcz Salmopolską należy przyjechać z dzieckiem, aby się nauczyło jeździć na nartach. I my tu przyjedziemy z Krystiankiem i z Nelcią. I wtedy sobie poopowiadamy o zimowej stolicy beskidzkiego narciarstwa. Oni będą się szkolić z instruktorem, ja będę opowiadać, a dziadek będzie śmigał na Julianach.

Tymczasem dojechaliśmy do Wisły Malinki i musimy się zatrzymać, bo jakżeby nie stanąć, jak przed nami nowoczesna skocznia narciarska w Wiśle. Oczywiście im. Adama Małysza. Druga po Wielkiej Krokwi w Zakopanem duża skocznia w Polsce.  Krystiankowi znowu marzy się kariera Kamila Stocha.

Teraz skręcimy w lewo i pojedziemy do dzielnicy  Wisła Czarne. Z dwóch powodów: po pierwsze rzeka Wisła, po drugie Zameczek Prezydenta RP. Miasto Wisła wzięło swoją nazwę od rzeki. To wszyscy wiedzą. Tu niedaleko, na zboczach Baraniej Góry wypływają z góry źródełka. W Rezerwacie Przyrody Barania Góra jest wiele takich wykapów, ale dwa są najważniejsze: źródełko Białej Wisełki i źródełko Czarnej Wisełki. Te dwie strużki wody spływają w dół, a po drodze zasilane są innymi ciekami, tworząc spore strumienie. Gdy dopływają  do miasta tworzą małe rzeczki. Właśnie tu w dzielnicy Czarne obie rzeczki Czarna i Biała Wisełka spotykają się tworząc sztucznie spiętrzone jezioro Czerniańskie. Jest to  zaporowe jezioro, zasilane również przez inne strumyki. Na końcu jeziora jest zapora wybudowana 1973 roku i można po niej spacerować. Potem rzeka staje się już tą prawdziwą Wisłą, płynie przez miasto, które dzięki niej się rozwinęło, ucieka dalej do Ustronia, Skoczowa. W Goczałkowicach Zdroju staje jeziorem, na którym pobudowano kolejną zaporę, potem płynie dalej przez Górny Śląsk wciąż rosnąc w siłę. W Krakowie ukazuje nam się już jako potężna rzeka i taka jest aż do ujścia w Zatoce Gdańskiej Morza Bałtyckiego. Jest naszą polską największą rzeką. Ma 1023 metry długości. Warto poznać jej korzenie. Jak dzieci podrosną, to wrócimy jeszcze raz w Beskid Śląski i wyruszymy na pieszą wycieczką na Baranią Górę, aby na własne oczy zobaczyć narodziny Królowej wszystkich polskich rzek – Wisły.

A teraz podjedziemy pod Zameczek należący do Prezydenta RP. Obiekt składa się z Zamku Dolnego, który pełni funkcję hotelu i centrum konferencyjnego, Zamku Górnego – siedziby Prezydenta oraz budynku tzw. Gajówki. Dzieciom spodobały się budynki, oczywiście widzieliśmy je tylko z zewnątrz i to jeszcze przez kraty w ogrodzeniu. Ale to nie ważne. Dzieci wiedzą, że w Polsce  jest Prezydent, że mieszka w Warszawie, a w góry, do Wisły, do swojego Zamku, przyjeżdża kiedy ma czas i ochotę.

W centrum Wisły zatrzymujemy się koniecznie. Idziemy ulicą 1 Maja począwszy od kościoła św. Piotra i św. Pawła. Jest to kościół luterański. Wisła jest jedynym miastem w Polsce, gdzie większość mieszkańców jest wyznania ewangelicko- augsburskiego. Oczywiście są również kościoły katolickie, ale też i takie należące do jeszcze innych wyznań. Dzieciom trudno to wytłumaczyć. Dla nich kościół jest jeden, ale gdy podrosną, to na pewno zrozumieją, jak bardzo nasz świat jest złożony.

Przechodzimy koło szkoły podstawowej, ale Nelcia już zauważyła ciuchcię, taką jak w Międzyzdrojach i koniecznie chciała się nią przejechać. Dobrze, że dziadek jej to szybko wyperswadował, bo byłby foch do końca dnia. Krystianek natomiast zauważył pomnik Syrenki i zaraz tam podbiegł. Ta Syrenka to dar Warszawy dla mieszkańców Wisły za pomoc finansową w odbudowie stolicy po zniszczeniach II Wojny Światowej.

Nie da się ukryć, że już bardzo zgłodnieliśmy. Tym razem dziadek przejął inicjatywę i zaciągnął nas do Karczmy Ondraszkowa Izba znajdującej się zaraz za Rynkiem. Idąc do restauracji przez Plac Hoffa nie mogliśmy ominąć Alei Gwiazd Sportu z tablicami pamiątkowymi poświęconymi gwiazdom sportów zimowych. Dzieci od razu przypomniały nam o Alei Gwiazd z dłońmi ludzi kultury w Międzyzdrojach.

Dopiero jak usiedliśmy na ławach w karczmie, to odczuliśmy jak bardzo nogi nas bolą. Dziadek zamówił koryto dla czworga, licząc że głodne dzieci zjedzą słonia z kopytami. Ależ to było jedzenie – Mamma Mia. W korycie znajdowało się wszystko: począwszy od pierogów różnej maści, mięska rozmaite, frytki, ziemniaczki opiekane, ryż i różne surówki. Palce lizać. Myślicie, że coś pozostało w korycie, nie, absolutnie, nie. Objedliśmy się jak bąki i nie było mowy, żeby nas ruszyć z ławy.                                                             Ale pokój w hotelu czekał i trzeba było w końcu udać się na spoczynek.

Następny dzień zaczęliśmy od wizyty w Aquaparku Tropicana. Krystian jak zobaczył po prawej stronie Hotel Gołębiewski, to już nie było szans, aby odpuścić Aquapark, który zna z Hotelu Gołębiewski w Karpaczu. No cóż, dwie godziny taplania się w wodzie, to dla dzieci ogromna atrakcja. Wszelkie zjeżdżalnie, baseny, bulgotniki, to raj, z którego nie da się zrezygnować.

Wymoczeni, ale i porządnie zrelaksowani, pojechaliśmy na koniec naszej podróży do Ustronia. Jechaliśmy wzdłuż koryta Wisły i dzieci mogły podziwiać tę piękną, na tym odcinku górską rzekę. Po prawej stronie wznosi się majestatyczna Czantoria z wyciągiem kanapowym. W końcu zjechaliśmy z drogi Katowickiej do Centrum Ustronia. Krystian zaciekawiony co to za piramidy ustawione na górze ponad miastem. Otóż tak, piramidy w Ustroniu, to dzielnica sanatoryjna Zawodzie usytuowana na zboczu Równicy. Obiekty sanatoryjne, hotele, zbudowane są w kształcie piramid i sprawiają niesamowite wrażenie jak się patrzy na tę dzielnicę z centrum.

My udajemy się właśnie tam, ale nie do Sanatorium czy do Pijalni Wód Mineralnych, tylko do Leśnego Parku Niespodzianek. To taka niespodzianka dla dzieci na koniec pobytu w Beskidzie Śląskim. Leśny Park Niespodzianek, to nic innego, jak małe zoo, czy bardziej safari park  na zboczu Równicy. Tu możemy podpatrzeć życie takich ssaków jak żubry, jelenie, daniele, muflony, szopy, kozy czy nawet króliki. W Parku jest sowiarnia, a w niej  puchacze, puszczyki czy sowy śnieżne. Ale najważniejsza dla nas  była oczywiście to sokolarnia. Chcieliśmy pokazać dzieciom z bliska ptaki drapieżne. Akurat był pokaz lotów ptaków drapieżnych. Mogliśmy podziwiać z bliska lot orła bielika, sokoła czy jastrzębia. Sokolnicy najpierw opowiedzieli nam o swoich podopiecznych, a później  pokazali jak ptaki w swobodnym locie szybowały. Niesamowite wrażenie jak przelatywały  nam nad głową. Nie muszę dodawać jak dzieci były zachwycone, widząc lecącego sokoła, który jak wytresowany piesek, wraca do pana po gwizdnięciu. Nie chciały opuścić sokolarni. Na koniec wizyty w Parku przeszliśmy jeszcze Aleją Bajek, gdzie w ruchomych ekspozycjach można zobaczyć sceny ze znanych bajek, takich jak: jak Kot w Butach,  czy Lolek i Bolek. Atrakcji naprawdę sporo…

Ale trzeba wracać do domu, nasza podróż do Szczyrku, Wisły i Ustronia się kończy. Wracamy do centrum Ustronia i do trasy katowickiej. W Skoczowie zastanawiamy czy jechać S5 do Bielska Białej czy gnać prosto na autostradę A1. Ważne, byleby jak najszybciej dotrzeć do domu. Dzieci już są zmęczone, my też. Weekend był wyczerpujący, ale naprawdę bardzo ciekawy. Krystian pyta, gdzie pojedziemy następnym razem, a ja mu odpowiadam, że to niespodzianka, ale będzie bardzo piernikowo.

Wiecie, gdzie wyruszymy, oczywiście do Torunia, na cały weekend i wcale nie będzie nudno. Jedziecie z nami ?

To do zobaczenia na trasie.

Babcia Pola

 

 

About Author

client-photo-1
Astur4-manager