Alpaki z „Alpaka Suit”

ALPAKI Z „ALPAKA SUIT”

Z Alpakami miałem już do czynienia. Kiedyś, dawno temu, wybrałem się do Peru na zaproszenie turysty, dobrego znajomego – Jorge, który był na wycieczce w Nowej Zelandii, podczas gdy ja tam pracowałem. Przez tydzień  pobytu w Kaiteriteri nad Zatoką Tasmana, Jorge zaprzyjaźnił się ze mną, choć byłem od niego dwa razy młodszy. Jorge miał hodowlę alpak w peruwiańskich Andach. Opowiadał o tych alpakach non stop i niejednokrotnie zapraszał mnie do siebie. Kiedyś skorzystałem z okazji  i pojechałem do Peru. Odnalazłem jego farmę, przeżyłem tam wspaniałe chwile. U Jorge poznałem seniora alpaczego, głowę rodu – Liama oraz całą alpaczą rodzinę. Alpaki były wspaniałe, zaprzyjaźniłem się z nimi, a szczególnie z Liamem seniorem – ojcem większości alpak w stadzie. Opowiem Wam o tym pobycie w Peru przy innej okazji.

Gdy usłyszałem, że ekipa z biura wybiera się odwiedzić alpaki, nie mogłem się doczekać wyjazdu. Cieszyłem się jak dziecko na myśl o poznaniu nowych, wspaniałych alpak. Tych słodkich mordek nie zapomina się szybko.

Na miejscu przywitała nas Justa i po krótce przedstawiała profil działalności  firmy „Alpaka Suit”. To co usłyszałem

, trochę mnie zdziwiło, bo nastawiałem się na hodowlę alpak podobną do farmy Jorge w Peru. Tymczasem okazało się, że to zupełnie inna bajka. To nie farma hodowlana, tylko szeroko znana  firma projektująca i wytwarzająca stroje dla alpak. I to nie tylko z ich własnej wełny, ale z różnych produktów naturalnych.  Justa – naczelna projektantka mody alpaczej, projektuje stroje dla alpaczych modelek: ubiory całkiem eleganckie, niektóre zabawne, czasem bardzo awangardowe. Potem sztab specjalistów je wykonuje, z myślą o konkretnych modelkach. Następnie młody, utalentowany, światowej sławy fotograf Lexus robi zdjęcia, które są wysyłane do hodowli alpak na całym świecie. Modele, które najbardziej spodobają się hodowcom są zamawiane w „Alpaka Suit”, potem wykonywane i wysyłane w świat. Biznes się kręci. O takiej firmie to ja jeszcze nie słyszałem, Jorge by się pewnie zdziwił.

Ale cóż, każdy pomysł  jest dobry, byleby przynosił efekty. Wcale nie twierdzę, że to nie jest pomysłowe czy niepotrzebne. Jest po prostu innym spojrzeniem na świat alpak. I to się liczy.

Nie mogłem już wysiedzieć w sali konferencyjnej i doczekać końca prezentacji, tak bardzo chciałem zobaczyć modelki i tego słynnego fotografa. Justa jednak chciała pokazać nam na rzutniku portfolio Lexusa. No, mówię W

am takich zdjęć, to ja w życiu nie widziałem. Istne cuda. Gdybym był fachowcem w tej dziedzinie, to zamówiłbym wszystkie stroje, a przede wszystkim to te  modelki. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, szczególnie w śnieżnobiałej Buni.

Pierwszy pobiegłem na wybieg. Okazało się, że przyjechaliśmy w bardzo dobrym czasie, bo Lexus właśnie przygotowuje modelki do wiosennego sezonu i jest w trakcie sesji zdjęciowej. Justa co prawda mówiła o tym, ale ja zaaferowany modelkami, nie skojarzyłem faktów.

Lexus, poznałem go od razu,  był w swoim żywiole. Biegał z aparatem, sprawdzał światło, ustawiał modelki. Zdjęcia robił w plenerze i słusznie, bo pogoda była piękna, sceneria też była wspaniała, a te modelki…. Podszedłem bliżej, żeby dojrzeć gdzieś Bunię. „ Zabierzcie mi stąd to indywiduum, bo mi światło zasłania ” nagle krzyknął Lexus do ochrony, pokazując na mnie palcem. „ Zaraz, zaraz, nie jestem żadne indywiduum” powiedziałem „Nazywam się Astur Romer i jestem kangurem z Australii” hardo wypiąłem klatę piersiową. „ Haha” – zaśmiał się Lexus i dodał –  „ A ja jestem alpaka z Peru. Różnic

a jest między nami taka, że ja tu jestem spec od reklamy i robię zdjęcia, a ty mi tu przeszkadzasz, więc spadaj stąd i to już”

No cóż, poniekąd miał rację, ale nie dam się tak traktować i to w obecności modelek. „ A ty ważniaku, naprawdę jesteś z Peru, a nie z Koziej Wólki?” – ciągnąłem tę dyskusję tylko po to, by w końcu zobaczyć Bunię w akcji. „Tak samo jak ty z Australii mądralo” – odciął się Lexus „Moja rodzina pochodzi w wysokich Andów w Peru z okolic Macusani, głąbie, a mój dziadek to  głowa rodu hodowli Estancia Almacayo” dodał wyniośle Lexus „ A ty, nawet nie wiesz, gdzie jest Peru” podsumował swój wywód.

No tego, to już było za wiele. Jeszcze mnie obraża ten picuś glancuś. Ja mu zaraz pokażę… I nagle dotarły do mnie ostatnie słowa Lexusa i żarówka mi się zapaliła w głowie. Oh, kunapipi, przecież Estancia Almacayo to ta hodowla, w której ja swego czasu byłem u Jorge Barredy  na jego osobiste zaproszenie do Peru. A ten jego samiec alfa to przecież Liam, czyli Lexus to potomek Liama. O ludzie, jaki świat jest mały. No tego się nie spodziewałem, przyjeżdżając tutaj. Najpierw chciałem nosa utrzeć temu picusiowi z zawiązaną różową chusteczką na szyi, ale jak się zorientowałem z kim mam do czynienia, to zmieniłem taktykę.

„Ty, Lexus, dobrze wiem gdzie jest Peru i nawet tam byłem, a twojego dziadka poznałem i nawet

się z nim zaprzyjaźniłem „Majaczysz kangurku, chcesz mnie udobruchać? Czy podobają ci się moje modelki?”

Ależ irytujący jest ten Lexus – pomyślałem, ale powiedziałem tylko „ Twój dziadek to Liam, szanowany alpaka w hodowli Estancia Almacayo – senior rodu, a mama twoja to pewnie Merida?” Nagle Lexusa jakby piorun uderzył w ten jego czupurny przylizany brylantyną łeb. Stanął jak wryty na sam dźwięk imienia dziadka i mamy i tylko krzyknął do modelek „ Dziewczynki, mamy przerwę na kawę – pół godziny, idźcie przypudrować noski” a do mnie powiedział tylko „ Mam tu mały apartament, chodź ze mną, chyba musimy pogadać” Nie sprzeciwiałem się, choć wolałbym popatrzeć  na Bunię, niż gadać z tym arogantem.

 

Przegadaliśmy 2,5 godziny. Na początku stęsknione modelki wołały pod oknem „Lexiu, czekamy na ciebie”, a gdy Lexus kilka razy je ofuknął, przestały go wołać i uznały, że sesja fotograficzna na dziś zakończona. Okazało się, że z Lexa całkiem fajny gość, choć wielki pozorant. Chcąc mieć wzięcie u modelek, udaje takiego peruwiańskiego macho, żeby czuć się ważniejszym i bardziej lubianym celebrytą. Może to zabrzmi śmiesznie, ale w każdym stadzie musi być taki celebryta Lexus, wtedy wszystkie osobniki znają swoje miejsce i stado jest spełnione.

W końcu moja ekipa mnie wywołała do tablicy, bo czas było wracać. Pożegnałem się z Lexusem, pomachałem modelkom, niestety Bunia mi tylko przemknęła przed oczami. Nie zdążyłem się z nią zaprzyjaźnić, a szkoda.  Ale nic straconego, jeszcze tu wrócę. Mam pewien plan, a jak wypali , to wszyscy na tym skorzystają.

Już w samochodzie wyciągnąłem telefon,  napisałem krótką wiadomość na what’apie do Jorge w Peru, u którego gościłem swego czasu. Szybko dostałem wiadomość zwrotną. „Drogi Asturze, nasz nieodżałowany papa Jorge Barreda odszedł od nas trzy lata temu, jeżeli mogę Ci w czymś pomóc służę uprzejmie. – Julio – syn Jorge Barredy.” „ Witaj Julio, miło Cię słyszeć, bardzo mi przykro z powodu odejścia ojca, wieczorem napiszę do Ciebie maila i wszystko Ci wyłuszczę. Proszę rozważ tę propozycję w gronie rodzinnym, pozdrawiam całą rodzinę i również mojego przyjaciela – starego Liama, jeżeli jeszcze noszą go po farmie jego cztery kopyta.” Astur Romer”

Wieczorem napisałem maila do Julio, opisując mu dzisiejszą wizytę i spotkanie z Lexusem. Opisałem szczegółowo czym się tu zajmuje, gdzie jest zatrudniony i co robi firma „Alpaka Suit”. Wysłałem też parę fotek modelek w strojach „hande made by Justa” . Po kilku dniach dostałem odpowiedź potwierdzającą. Moja radość była ogromna. Udało się… prawie skakałem z radości. Szybko ściągnąłem od Studni telefon do Justy, po to by osobiście jej przekazać dobrą nowinę.

„Halo Justa, tu mówi Astur Romer, byłem z ekipą u Was parę dni temu, a cieszę się, że mnie zapamiętałaś. Posłuchaj załatwiłem Wam kontrakt na ubrania i dodatki dla alpak w Peru – twojego  projektu i wykonania waszej firmy. Za parę dni zgłosi się do was menager hodowli Estancia Almacayo w Peru i ustali warunki. Oni są zainteresowani ogromną dostawą, bo mają kilka tysięcy sztuk alpak w swojej hodowli  i sprzedają je za granicę. Są również zainteresowani sprowadzeniem Lexusa do hodowli, aby porobił profesjonalne zdjęcia ich samicom. I co Ty na to ?” W słuchawce nie słyszałem nawet szmeru, Justa chyba nabrała powietrza i nie była  w stanie go wypuścić. Po chwili dotarł do mnie prawie szept „ Astur ty sobie  żartujesz ze mnie, prawda ?” „Justa, nie, naprawdę nie, sama zobaczysz jak Julio Barreda się z tobą skontaktuje.”  I tak to zostawiłem, a sam  się uśmiechnąłem do siebie.

Znowu zrobiłem coś dobrego dla innych, tak jak to było mi pisane…

About Author

client-photo-1
Astur4-manager