Ranczo Atrapa

ranczo

RANCZO ATRAPA

No i w końcu się wybraliśmy na to Ranczo. Umawialiśmy się ze trzy razy. A to pogoda nie ta, a to komuś coś wypadło. Tym razem jednak wszystko poszło jak po sznurku. Pojechaliśmy we trójkę: Celka, Studnia i ja. Ranczo Atrapa znajduje się niedaleko Jeleniej Góry. Jazda czerwono-czarnym rydwanem, zajęła nam ok. 50 minut.

Tyle się nasłuchałem o tym Ranczu, że nie mogłem się doczekać. Wiecie, ja pochodzę z Australii, wychowałem się na Ranczo Romera i każde inne ranczo kojarzy mi się z domem rodzinnym.

Gdy tylko rydwan zatrzymał się na parkingu, otworzyłem szeroko tylne drzwi od samochodu, wystawiłem nogę i nie uwierzycie – nadepnąłem na królika.  No nie, chyba śnię, pomyślałem i w tym momencie usłyszałem wrzask. Bury królik spojrzał na mnie i zanim uciekł krzyknął „Poskarżę się Karlosowi”

Kto to jest Karlos ?  Nie wiedziałem, jeszcze nie wiedziałem, ale zamierzałem się szybko dowiedzieć. Zanim zrobiliśmy kilka kroków, złapałem innego królika. „ Ty  młody, powiedz, kto to jest Karlos ?” Królik popatrzył na mnie i się wzdrygnął, zrobił pół obrót i już go nie było. No dobra, pomyślałem.

Przyjechaliśmy tutaj, aby  zobaczyć jak funkcjonuje takie ranczo w kontekście turystycznym i po to by poznać tutejsze zwierzęta. I tego się trzymajmy. A Karlosa prędzej, czy później poznamy. Póki co wszędzie widziałem króliki, biegały, kicały, zaglądały w każdą dziurę i czmychały spod nóg, małe wszędobylskie szpiegi. Nic na ranczo się nie zadzieje bez ich wiedzy. Ale jak są szpiedzy, to musi być też i ich mocodawca, czyżby rzekomy Karlos ?

Przeszliśmy koło dzikiej świni. Pytam grzecznie „ Znasz Karlosa ?” Wielka czarna świnia spojrzała na mnie spode łba „ A bo co ?” Pstro – chciałem odpowiedzieć, ale zapytałem „ Gdzie go znajdę ?” Czarny ryj chrząknął, perliście beknął  i odwrócił się do nas zadem. No tak, cóż, ze świnią nie ma co rozmawiać.

W następnej zagrodzie były daniele. Duży, rosły okaz stał przy siatce, przyglądałem mu się zza ogrodzenia. On spojrzał na mnie i tylko powiedział „ Ty – obcy, ty też z Australii ?” ’’No tak, a co ?’’ – odpowiedziałem „ Nie podoba ci się nasz kontynent ?” Udałem głupa, bo przecież dobrze wiem, że daniel nigdy nie był w Australii.    „Nie o to idzie, nigdy tam nie byłem, ale mieszkańców tego kontynentu mam już dość” odpowiedział daniel.  Oj, robi się gorąco, pomyślałem „ Czyżbyś znał już jakiegoś kangura?” zapytałem „Nie, kangura, nie znam, ale jak kangury są takie same jak inne zwierzęta australijskie, to mamy przechlapane” odpowiedział, obrócił się na kopycie i odszedł od ogrodzenia.

Hmm… poszedłem dalej, myśląc, co jeszcze mnie tu spotka. Wszędobylskie króliki, wyłaziły z każdej nory, przebiegały mi miedzy nogami, wołając „ Bój się Karlosa, bój się Karlosa” No tego to już za wiele. Nikogo się boję. Bronić się umiem, jeszcze mój lewy sierpowy działa. Przemocy nie dzierżę, ale jak trzeba, to potrafię przyłożyć.  Z takimi myślami doszedłem do zagrody osiołka. Stał sobie spokojnie, przeżuwając sianko. Postanowiłem być miły. „Hej jak się masz?” zapytałem. „ A ty co za jeden ? – osioł podniósł łeb. „Przejechałem z Australii” – odrzekłem „ A, to co innego,  witamy serdecznie, witamy. Pewnie krewny Karlosa? Kłaniamy się nisko i służymy pomocą. Może sianka ? „ Nie, dzięki, ośle, powiedz mi lepiej, gdzie znajdę Karlosa? – zapytałem, ale już poczułem się pewniej. „ Szefu ma swój pałac na końcu alejki, mogę cię zaprowadzić” „ Nie , nie, dziękuję – odparłem „Trafię sam”                                „ Dobra, ale jakby co, to pamiętaj, chciałem pomóc” – osioł był zanadto służalczy, to nie wróżyło dobrze.

Powoli zaczynałem się oswajać z faktem, że coś tu się dzieje, niekoniecznie dobrego. Jest szef – Karlos, są wszędobylskie króliki, pewnie jego szpiedzy, osioł też pewnie należy do bliskiego otoczenia Karlosa. Inne zwierzęta pewnie są zastraszone i boją się go. Adrenalina mi  się podniosła. Ciekawość mnie zżerała od środka. Wyrwałem do przodu, by jak najszybciej dotrzeć do pałacu szefa i wreszcie zobaczyć na własne oczy tego Karlosa i przekonać się kto i dlaczego tu rządzi. Studnia chwycił mnie za sweter i niemym gestem pokazał zagrodę owieczek i kóz, które też powinniśmy odwiedzić. No dobra, byle szybko, pomyślałem,  nie wyrywając się już do przodu. Potulnie podszedłem do zagrody owieczek. Z boku przyglądał mi się narcyzowaty paw. Rozłożył swoje pióra w wachlarz  i co sekundę sprawdzał czy leżą idealnie. Ale goguś – pomyślałem.

Owieczek było sporo, dwa maluchy od razu przybiegły do ogrodzenia ciekawe, kto do nich podszedł.  Takie białe kłębuszki wełny na czterech nóżkach. „ Masz coś dla nas?” zapytały dwa kłębki niemal jednocześnie.  „Zostawiłem w rydwanie ognia, przyniosę wam, jak mi coś powiecie” Wiedziałem, że najwięcej dowiem się od dzieci, te lubią dużo mówić i nie mają żadnych oporów. „Znacie Karlosa? zapytałem   „Mama mówi, żeby się do niego nie zbliżać” – odparł jeden z kłębków        „ On  jest niedobry” a drugi kłębek, nie pytany wyrecytował niemal jednym tchem „ Wczoraj w nocy Karlos i jego banda wymknęli się z rancza i poszli na wieś, nie wiemy co tam robili, ale chyba nic dobrego, bo Ryju ma podbite oko, a osioł Kazik tak uciekał, że zgubił podkowę i teraz kuleje. Oni tak często wychodzą, a Boguś pilnuje, żeby ich nikt nie nakrył. Ja podejrzałam i wszystko widziałam. I jeszcze słyszałam jak Karlos  mówił, że mają zamknąć ryje na kłódkę. A ja nie bardzo wiem, jak można zamknąć ryja na kłódkę jak się nie ma skobla. A ty Kizia wiesz ?” jedna owieczka zwróciła się do drugiej. „Ja wiem” – odpowiedziałem za Kizię. „Zamknąć ryja na kłódkę, to znaczy siedzieć cicho i nikomu nic nie mówić, a wy za dużo paplacie.”  „Uważajcie na siebie i słuchajcie się mamy” – to powiedziawszy oddaliłem się szybko.

Jeszcze tylko 50 metrów i stanę oko w oko z Karlosem. Na pewno już wie, że idę. Jego szpiedzy śledzą mój każdy krok. Wszędzie czuję na sobie czyjś wzrok. Chyba narobiłem zamieszania swoim przyjazdem.

No i zobaczyłem go… Stał przy samym ogrodzeniu, mała głowa wystawała mu ponad siatkę i patrzył ponurym wzrokiem w moją stronę. Był elegancki, nad wyraz. Na małej główce miał zgrabny kapelusik, a pod brodą czarną muchę. Bardzo stylowo, nie powiem. Ale wzrok miał zabójczy. Już rozumiałem, dlaczego króliki wołały, bój się Karlosa.

A ja się nie bałem. Nigdy się niczego nie bałem. Tata zawsze mówił, że jestem za odważny i to mnie może zgubić. Stanąłem przy ogrodzeniu prawie oko w oko z Karlosem, potężnym strusiem australijskim. „Nachyl się”  – rzekł Karlos. Czyżby chciał mi coś szepnąć ? Nachyliłem się, a ten drań ugryzł mnie w ucho. I jeszcze zaczął się śmiać. Tego już było za wiele.  „Wszedłeś na mój teren, depczesz po moich żołnierzach i zbierasz o mnie informacje wśród zwierząt. Coś ty za jeden, co tu robisz i dla kogo pracujesz?” zacharczał struś

Stanąłem prawie na baczność „ Jestem  Astur Romer, szary kangur z Ranczo Romera w Australii, jestem tu służbowo” odparłem jednym tchem. Po czym nabrałem odwagi i waliłem już z grubej rury                           „ Dostaliśmy informację, że terroryzujesz zwierzęta na ranczo, stosujesz mobbing wobec niektórych, a wobec innych przemoc fizyczną”. Trochę blefowałem, ale nie szkodzi, to dla dobra sprawy. „ Komisja ds. etyki zwierząt zdecydowała, że daje ci ostrzeżenie, a jeżeli po miesiącu sytuacja się nie poprawi i nadal będą napływać skargi na ciebie, to komisja zadecyduje o ostrzejszych środkach łącznie z zamknięciem w karcerze na minimum 3 miesiące. Karcer to nieduża klatka, w której nie będziesz mógł nawet wyprostować długiej szyi. Dostaniesz porcję jedzenia na dzień, będziesz miał sprzątaną klatkę raz na dwa dni i dostaniesz piasek, abyś mógł ze wstydu chować do niego głowę. Dodatkowo, będziesz miał zakaz jakichkolwiek odwiedzin.” No chyba posunąłem się  trochę za daleko, ale chciałem nastraszyć drania. Studnia kopnął mnie w łapę, żebym się nie zagalopował. Ale było nas tylko troje            ( Celka poszła porozmawiać z właścicielem ),  więc ta rozmowa nie będzie miała innych świadków.

„ Nie, no wiesz, ja tylko tak, to nie tak jak myślisz, oni przesadzają, nic złego się nie dzieje. Parę razy wyskoczyliśmy na wieś z osłem Kazikiem i Ryjem i to wszystko” struś zmienił już wyniosłą pozę i zaczął się tłumaczyć. „ A te głupie króliki, to same się proszą, wszędzie włażą i jeszcze wszystko kablują” – ciągnął dalej, niejako się usprawiedliwiając.

„Ja swoje powiedziałem, masz miesiąc czasu, aby poprawić sytuacje na ranczo. Żadnych wypadów w nocy, żadnego zastraszania mniejszych zwierząt. Masz być miły strusiem, uczynnym, przyjaznym dla każdego zwierzęcia znajdującego się na farmie. Masz godnie reprezentować australijską endemiczną faunę. Koniec spółki z osłem, dzikiem i nadętym pawiem. Od dziś nie istnieje banda Karlosa, zrozumiano ?” zakończyłem swój wywód. Studnia się odwrócił i rył ze śmiechu, a ja dalej stanowczym tonem. „ Za miesiąc przyjadę  tu z nową komisją, która sprawdzi jak się sprawujesz, zrobi kolejne dochodzenie wśród zwierząt. Jeżeli choć jeden zwierzak się poskarży, to już nie będzie ostrzeżeń, tylko wprowadzimy w twoje życie nowe restrykcje”.

To by było na tyle. Odwróciłem się i odszedłem, zanim Karlos zdążył cokolwiek powiedzieć. W samochodzie na dużej kartce napisałem mazakiem „ KONIEC ERY BANDY KARLOSA” i powiesiłem tę kartkę na drzewie przy głównej drodze. Od razy zebrał się mały tłumek, przeważnie króliki, ale i przyszedł daniel i stary kozioł. Wszyscy czytali, bili brawo i uśmiechali się pod wąsem. Z daleka widziałem jak struś chowa głowę w piasek ze wstydu. Osioł Kazik stanął na dwóch łapach, aby lepiej zobaczyć  co się dzieje pod drzewem. Dzik Ryju odszedł ze swojego koryta, zaciekawiony co to za zbiegowisko, ale zobaczywszy tłum zwierząt, szybko się schował, bo wstyd mu było pokazywać się z podbitym okiem. Tylko nadęty Boguś, patrzył z boku na to całe zbiegowisko, choć wydawało mi się, że bardziej zerkał na swoje kolorowe pawie pióra.

Myślę, że dokonałem znowu czegoś dobrego. Za miesiąc przyjadę tu z Oksonem i Lupem i sprawdzimy komisyjnie, czy moja rozmowa z Karlosem podziałała…..

About Author

client-photo-1
Astur4-manager