W karnawale same bale…

W karnawale same bale…

 

Przytoczona w tytule sentencja „W karnawale same bale” towarzyszy nam każdego roku. Już od dzieciństwa każdy z nas uczestniczył w balach karnawałowych bardzo aktywnie. Piękne stroje czy przebieranki, zmysłowe maski i atmosfera niekończącej się zabawy. I tak od najmłodszego aż do dorosłego. Nie ma się co dziwić, bo karnawał jest właśnie od tego, aby uzewnętrznić to co w duszy gra.

Słowo „karnawał” pochodzi od włoskiego słowa „carnevale”, co w tłumaczeniu oznacza „pożegnanie z mięsem”, możemy dodać, przed nadchodzącym Wielkim Postem. Trwając w wesołości Świąt Narodzenia Pańskiego i Nowego Roku a w perspektywie zbliżającego się postu, ludzie wymyślili tłuste uczty i huczne zabawy. Okres ten, trwający od Trzech Króli do Popielca nazwano więc karnawałem.

Początki karnawałowych zabaw sięgają w Europie czasów średniowiecza i były związane z przebieraniem się w różne, barwne stroje. Miało to oczywiście oddźwięk na najbardziej znanych balach takich jak w Wenecji czy Rio de Janerio. Początkowo dworskie bale pełniły rolę swatania wysoko urodzonych panien i kawalerów, a ślubów udzielano wówczas w kolejnym karnawale. Form organizowania i przeżywania było i jest naprawdę wiele, a ich różnorodność sprawia, że obok tego zagadnienia nie można przejść obojętnie.

Najbardziej znanym miejscem hucznego karnawału jest Wenecja. Jego początki sięgają już XIII w. i związane są ze wzmiankami na temat noszenia masek karnawałowych. Popularność tego wydarzenia zaczęła mocno wzrastać od XVI w. Cóż, obraz barwnego balu z finezyjnymi maskami i kolorowymi, przepięknymi strojami stawał się słynny w wielu krajach. Zapewne każdy z nas ma ten widok teraz przez oczami 😊. Zaryzykuje stwierdzenie, że też dzięki tak hucznym balom karnawałowym słynna stała się także Wenecja. Niestety kiedy w XVIII w. przestała istnieć Republika Wenecka, zakazano też organizowania bali i zakazano noszenia masek. Przez kolejne dziesięciolecia próbowano wrócić do tradycji, co udało się dopiero w 1979 r., kiedy to oficjalnie rząd włoski postanowił powrócić do organizacji bali weneckich. Należy pamiętać, iż w tej perspektywie tradycja ta nabrała też nieco innego charakteru, moim zdaniem jeszcze bardziej wymownego. Obecnie co roku karnawałowi w Wenecji wtóruje inna sentencja przewodnia, a jego uczestnicy starają się dopasować swoje stroje właśnie do tego hasła. I jest jeszcze coś – „lot anioła”. To wielka wenecka tradycja, wykonując ją zjeżdża się z wieży dzwonnicy po linie co ma nawiązywać do pokazów akrobatów i cyrkowców. Efekt zawsze jest imponujący, więc choć raz w życiu trzeba tam być, właśnie w tym okresie i to wszystko przeżyć i zobaczyć. Bo maski, maski weneckie te małe dzieła sztuki towarzyszą nam na każdym kroku i o każdej porze roku na sklepowych witrynach weneckich. Koniecznie trzeba wybrać swoją.

 

 

 

 

 

 

Skoro jest Wenecja to musi być i Rio de Janerio. Karnawał w Rio (carnaval carioca) uznawany jest za największy festyn świata. Królują tu pochody z setkami muzyków, rzesze tancerzy tańczących samba enredo, który zapewne znamy z przekazów telewizyjnych. Punktem kulminacyjnym tego widowiska jest wejście pochodu na sambodrom, mieszczący ok. 61 tyś widzów. Wówczas rozpoczyna się istne szaleństwo – liczne szkoły pieczołowicie prezentują dopracowane do szczegółów układy taneczne samby, które oceniane są przez jury według przyjętych kryteriów. Na najlepszych czeka chwała, prestiż  w całej Brazylii i nie tylko. Wrażenie niepowtarzalne. Ale to nie wszystko. Prawdziwy, niepowtarzalny karnawał odbywa się z dala od sabodromu. Zatem gdzie? Praktycznie na każdej ulicy w mieście. Tłumy barwnych przebierańców, rytmy nietuzinkowej samby, strumieniami lejące się cachacy. Prawdziwe i nieokiełznane Rio. Cóż dla bawiących się uczestników, turystów to niesamowite przeżycie, dla mieszkańców to niestety najgorszy okres, gdzie nic nie można załatwić, nigdzie dojechać ani zaznać spokoju.

Nieco inaczej czas karnawału przebiega na Wyspach Kanaryjskich. Tradycja ta przywędrowała chociażby na Teneryfę z Europy mniej więcej w XVI w. Zapoczątkowane tu zabawy służyły początkowo za rozrywkę ludzi prostych, aby później zainteresować również i arystokrację. Tak też z czasem karnawał zyskał bardzo na popularności, a obecnie jest to jedno z najważniejszych wydarzeń również o charakterze turystycznym. Przyglądając się mu z bliska możemy stwierdzić że karnawał na Teneryfie dziś przypomina ten huczny i barwny z Rio de Janerio. Również tu znajdziemy tancerki w kolorowych i błyszczących strojach, okazałe fajerwerki, nieokiełznaną muzykę i wyjątkową atmosferę. Wisienką na torcie karnawałowym niepodważalnie są wybory Królowej Karnawału i wybory Miss Drag Queen. Ciekawym elementem teneryfskiego karnawału, o którym w żaden sposób zapomnieć nie można jest „pogrzeb sardynki”. Brzmi dramatycznie… Hmmm czym zatem jest? Pochodem żałobnym, w którym żałobnice niosą drewnianą sardynkę aby uroczyście ją spalić. Jest to symbol kończącej się zabawy, choć tańce trwają tu jeszcze kilka godzin.

 

A jak jest u naszych sąsiadów Niemców? Zaskoczę Was. Wbrew wszem obecnym opiniom, iż ludność niemiecka nie potrafi się hucznie bawić to właśnie karnawał jest jedną z najbardziej istotnych części ich kultury. Choć świętowanie i zwyczaje są zróżnicowane w zależności od regionu, to chyba najciekawsze mimo wszystko odbywają się w Kolonii, Dusseldorfie czy Moguncji. Głównym punktem karnawału są pochody karnawałowe organizowane w każdej niemieckiej wsi i mniejszym miasteczku. Mieszkańcy oczywiście przebierają się w bajkowe istoty, czy to błazny czy czarownice, potwory czy inne wyimaginowane stwory. W pochodzie pojawiają się też postaci, które mają pewne role do odegrania. I tak czarownica wtapia się w tłum i delikatnie okłada miotłą uczestników pochodu, błazny rozrzucają cukierki, a wszystko to odbywa się przy akompaniamencie lokalnych instrumentów. Inność i wspaniałość. Warte przeżycia.

 

Intryguje mnie jeszcze jedna kwestia – zapusty. Tak. Zapusty. To staropolski odpowiednik karnawału. Były to czasy, kiedy zabawy karnawałowe były urządzane niejako w kilku odsłonach. Pierwsze to miejskie zabawy, które urządzano w najpiękniejszych salach ratusza jako bale maskowe, drugie natomiast to potańcówki, które odbywały się w mieszczańskich domach. Nade wszystko najhuczniejsze były zapusty na dworach szlacheckich i magnackich. Na tych zabawach nie brakowało ani jedzenia ani picia, wręcz powiadano, że stoły uginały się od licznych dobrodziejstw. Ponad to urządzano kuligi z pochodniami, tańczono do białego rana, odwiedzano sąsiadów, urządzano korowody przebierańców. Oj różnych przebierańców, w zależności od regionu. Pochód otwierał książę Zapust, czyli słomiana kukła, a za nim podążali przebierańcy. Koń, koza, diabeł i śmierć, kominiarz, doktor…  A wszystko przy dźwiękach mazanek i dud. I tak przez cały karnawał. W ostatnie dni zapusty, znane nam jako ostatki, zabawom i jedzeniu nie było umiaru. Raczono się licznymi tłustymi smakołykami – racuchami, kreplem – ciastem nadziewanym słoniną, bylinami i innymi delicjami. Wówczas ostatnim dniom karnawału nadawano też odrębne nazwy: mięsopustny czwartek (tłusty), smalcowa niedziela, ostatkowy poniedziałek, ostatni wtorek. Ciekawe. W tych też dniach zarówno kobiety jak i mężczyźni przebierali się za różne postacie, zwierzęta i inne stwory i wręczali napotkanym ludziom bukiety z gałązek drzewnych. I zaczynał się wielki Post.

Karnawał – czas zabawy, tańców i radości. Każdy z nas przeżył nie jeden bal w swoim życiu czy nie jedną zabawę. A może w następnym karnawale wybierzemy się gdzieś razem? Co Wy na to?

Kasia

 

 

 

About Author

client-photo-1
Astur4-manager

Comments

Dodaj komentarz

siedemnaście + 4 =