BIENVENIDO A ANDALUCIA

BIENVENIDO A ANDALUCIA 

Witajcie w Andaluzji

 

Była Grecja, był i Rzym. A tym razem będzie Andaluzja. Niesamowita kraina, w której stykają się dwa światy – europejski i afrykański, przepełniona słońcem, złocistymi plażami i majestatycznymi górami. A nad tym wszystkim królują wspaniałe miasta pełne zabytków, białe miasteczka i małe wioski. I w tym urokliwym miejscu od lat mieszka i pracuje jako licencjonowany przewodnik Monika Ferlewicz – Kowalska, pasjonatka Andaluzji, miłośniczka tamtejszych zakątków, kuchni, historii i architektury, która może godzinami opowiadać ciekawe historie i przybliżać ten hiszpański region. Tym bardziej cieszymy się, że Monika zgodziła się opowiedzieć nam swoją historię i  podzielić się swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami ze swojego wieloletniego pobytu w Sewilli. Zapraszamy więc na pełne wewnętrznych przeżyć opowieści i wspomnienia, w których Andaluzja jest jeszcze piękniejsza niż w rzeczywistości.

A zatem zaczynamy i oddajemy głos Monice:

Hola (cześć),si (tak), no (nie). Te trzy słowa znałam po hiszpańsku jak zaczęłam pierwszą klasę szkoły podstawowej w Mostolesie, miejscowość koło Madrytu. Rodzice wyjechali do Hiszpanii, ponieważ w Polsce w roku 1988 nie było łatwo dostać wizę do Australii, a w Hiszpanii były większe możliwości. Australia to kraj, w którym mieszkał mój wujek i do którego rodzice mieli zamiar wyjechać, kraj pełen szans, gdzie przyszłość miała o wiele więcej do zaoferowania niż w Polsce.

Jako dziecko w szkole nie miałam żadnego problemu, żeby się dostosować. Bardzo szybko nauczyłam się języka, dzięki między innymi wspaniałemu wychowawcy – Don Críspulo, który po zajęciach zostawał ze mną i poduczał mnie języka. Dzieci w szkole i na podwórku przygarneły mnie, jak każde inne dziecko.

Moje pierwsze wspomnienia z dzieciństwa pochodzą z Polski. Pamiętam jak stałam z babcią w kolejce za papierem toaletowym, pamiętam smak bawarki z przedszkola, albo jak rodzice kupili mi krakowiankę w Zakopanym…Chociaż ważniejsze wspomnienia: jak mój pierwszy pocałunek, matura, moja pierwsza praca…powstały w Hiszpanii. Polska zawsze była i jest obecna w moim życiu, jeździłam na wakacje do dziadków, z rodzicami dalej rozmawiam po polsku. Po dzień dzisiejszy uwielbiam też pierogi, choć już teraz nie jeżdżę na nie do Polski, a do Madrytu do mojej mamy.

Miłość do podróżowania zaszczepili we mnie rodzice. A potem plany zawodowe potoczyły się już same. Skończyłam turystykę i wiedziałam, że wcześniej czy później będę pracowała jako przewodnik. I choć życie prowadziło mnie po różnych ścieżkach, to prawie zawsze moja praca związana była z turystyką. Podróże były, są i zawsze będą moją pasją. I cieszę się bardzo, że wszystko potoczyło się tak, że obecnie pracuje w moim wymarzonym zawodzie i na dodatek, robię to w moim rodzimym języku.

Feria de Abril

A jak związałam się z Andaluzją? To bardzo ciekawa historia. Pewnego dnia poznałam Sewilijczyka, który okazał się chłopakiem mojego życia. Pierwszy raz, jak mnie zaprosił do Sewilli, była Feria de Abril (Święto Kwietniowe). Po 6 godzinach jazdy autobusem z Madrytu na południe, dostałam się do stolicy Andaluzji. Zaczęłam poznawać kulturę andaluzyjską od najlepszej strony. Ponieważ przyjechałam tu w Święto Kwietniowe, od razu miałam możliwość zobaczyć jak hucznie obchodzą go mieszkańcy. W to święto, Sewilla zmienia się nie do poznania. Kobiety ubierają się  w kolorowe stroje, można zobaczyć wystrojone karoce, pięknie uczesane konie i jak jest możliwość, pójść na korridę. Świętuje się w namiotach bogato udekorowanych, gdzie nie brakuje jamón (szynka suszona), smażonych rybek i rebujito (picie, które przygotowuje się na to święto: sherry z lodem i spritem). Przeżycie było niesamowite, zresztą każdemu polecam przynajmniej raz w życiu zawitać do Sewilli na tą imprezę. Procesje na Święta Wielkanocne też są obowiązkowe. Muszę się przyznać, że zakochałam się nie tylko w tym Święcie, ale w całym mieście. Wszędzie, gdzie mnie zabierał chłopak: pałace, katedra, spacery nad rzeką…były i są, otoczone śliczną roślinnością. Łagodna temperatura dopisuje za każdym razem (oprócz pełni lata, kiedy jest stanowczo za gorąco). Dla mnie był to niesamowity szok. Ludzie byli przemili, każdy coś zagadał, jakiś kawał powiedział…Tego w Madrycie niestety nie ma, humor jest inny i ludzie są bardziej zaganiani. Zupełnie inny świat, choć w tym samym kraju. Nie mogę też nie wspomnieć o tapas. Tu w Sewilli prawie każdy bar serwuje dobre i tanie przekąski – tapas. Teraz ceny z Madrytem się bardziej wyrównały, ale 20 lat temu była straszna różnica. No cóż mój pierwszy pobyt w Andaluzji, to miłość od pierwszego wejrzenia. Później poszło już jak po sznurku.

Sherry i tapas

Ostatecznie chłopak, który pierwszy raz zabrał mnie do Sewilli stał się moim mężem. I choć dzięki niemu mogłam zacząć poznawać Andaluzje, to na dzień dzisiejszy role się odwróciły.  Teraz to ja go zaskakuję, zabierając w nieznane dla niego miejsca i opowiadając mu o kulturach, które zostawiły swój ślad w tym regionie Hiszpanii. Cudowne uczucie

I tak nawet nie wiem kiedy minęło 20 lat kiedy tu mieszkam i pracuję. Wiele się zmieniło – oczywiście na dobre. Nawet mój akcent się zmienił. W Madrycie całkowicie inaczej się mówi. Zmienił się też mój rytm życia. Po pracy trzeba koniecznie wyjść na piwko i na tapas. Jak się kogoś spotka, nie wystarczy powiedzieć “Buenos días” (dzień dobry), trzeba się zatrzymać i porozmawiać, nawet o pogodzie, bo jak nie, to ludzie powiedzą, że jesteś “malaje” (typowe słowo z Andaluzji, które oznacza mało sympatyczny). To po prostu jest w genach sewilijczyka, by zrobić chociaż mały komentarz. I tak jest za każdym razem. Kiedy coś się załatwia, w sklepie czy innym miejscu,  czy nawet jak turysta wejdzie do baru i barman nie może się dogadać po angielsku (mało ludzi włada tym językiem),  to sewilijczyk, chociaż też nie mówi po angielsku, ale będzie chciał pomóc i coś swojego dodać. Jak ma się czas, to bardzo przyjemnie jest porozmawiać. Z drugiej jednak strony np. irytujące jest, jak mam mało czasu, a dzwoni do mnie teściowa i za nim dojdzie do tego, po co dzwoni, musi mi opowiedzieć o wszystkim. Moja krew w końcu jest polska i chcę dojść szybko do konkretów, ale jednak tutaj nie ma takiej możliwości.

Katedra w Sewilli

To wszystko jest takie sympatyczne i miłe. Człowiek czuje się tu po prostu dobrze. Na to dobre samopoczucie wpływ ma nie tylko kontakt interpersonalny, ale także kuchnia. Kuchnia jest tematem bardzo ważnym. Wspominałam już, że prawie w każdym barze można zjeść dobre tapas, ale prawda jest taka, że każdy specjalizuje się w innej potrawie. Jest przyjęte, że idzie się do danego baru na przykład na serranito (typowa kanapeczka z  Sewilli), do drugiego baru na cola de toro (ogon z byka), a do trzeciego na polędwicę z whisky. Chociaż tradycyjne dania najlepiej smakują u teściowej: papas con chocos (ziemniaki z kalmarem ), proste, smaczne i moje ulubione. Jak się je przygotowuje? Podsmaża się cebulkę z papryką zieloną i pomidorem, szczypta papryki czerwonej, zalewamy białym winem, jak alkohol wyparuje wrzuca się ziemniaki, ale nie pokrojone, tak żeby stworzyły sosik. Zalewamy je wodą, ale nie za dużo, bo muszą się ugotować w specyficzny sposób, aby nie stworzyć zupy. Do tego wszystkiego wrzucamy kalmara pokrojonego w kwadraciki. Wszystko gotujemy, aż ziemniaki i kalmar będą miękkie. Przyprawiamy liściem laurowym i solą do smaku. Muszę się przyznać, że też robię to danie w domu, ale i tak teściowej lepiej wychodzi.

Białe miasta Andaluzji

Sama Andaluzja to region wielkich kontrastów: szerokie plaże o błękitnej wodzie i białym piasku (plaże Kadyksu są moimi ulubionymi plażami w całej Hiszpanii), góry Sierra Nevada z jednym z najlepszych stoków narciarskich w Hiszpanii, białe miasteczka, położone na zielonych wzgórzach, wyglądające jak malowane. I te liczne perełki, których nie da się zapomnieć. Osobiście nie mogę się napatrzeć na widok Zahara de la Sierra za każdym razem jak dojeżdżam do Rondy – miasteczka wiszącego nad skalami lub  jak Setenil  de las Bodegas leżącego pod skalami. Nad krajobrazami triumfują oczywiście majestatyczne miasta jak Sevilla, Córdoba, Granada, których nikt nie może ominąć i które trzeba poznać, żeby zrozumieć dziedzictwo muzułmańskie w kulturze Andaluzyjskiej, w architekturze, obyczajach, gastronomii… Każdy region oferuje różne atrakcje. Do tego, jak dodamy jeszcze różnorodną gastronomię i wina, (to moja druga wielka pasja, ponieważ jestem też sommelierem), zabraknie nam życia, żeby poznać i posmakować całą Andaluzję. Jak powiedział pisarz Washington Irving o Andaluzji: “Nigdy w moim życiu nie zamieszkałem w miejscu tak wybornym jak to i nigdy nie znajdę innego miejsca, do którego mogę go porównać”. I tak właśnie jest.

Corrida

Andaluzja to też liczne przyjemności, które poznałam i których już nie mogę ominąć, bez których już ciężko byłoby żyć. Niewątpliwie należą do nich jedzenie tuńczyka w dawnym miasteczku rybackim Sancti Petri, wypicie lampki wina Milla Cero (wino wytrawne z Sewilli) z tarasu naprzeciwko katedry, czy lampki oloroso (sherry) na jednym z placyku Jerez, gdzie można obserwować jak toczy się życie. A także zwykły spacer po wioskach w górach Huelvy, w których nie ma za dużo do zwiedzania, ale widoki są urocze i mają najlepszy jamón z całej Hiszpanii.

Typowy bar w Andaluzji
Katedra w Sewilli

 

 

 

 

 

 

Dziś, z perspektywy czasu, cieszę się, że rodzice w końcu nie wyjechali do Australii, bo moje życie toczy się tu, w Hiszpanii. W kraju, który ma wady i zalety, w kraju, który może nie oferuje tak wiele szans życiowych jak Australia, ale oferuje radość życia. W kraju, w którym jestem szczęśliwa, gdzie wady zostały zatuszowane przez wszystkie przyjemności, które są dostępne prawie na co dzień.

I fajne jest też to, że Andaluzja, Hiszpania żyje we mnie i żaden Hiszpan dziś nie odróżni po mowie, że jestem z innego kraju, chociaż moje rysy twarzy od razu to zdradzają. Ja jestem dumna, że  moja krew jest 100% polska.

Wspomnień i przeżyć jest jeszcze wiele. Mogę opowiadać o nich całymi godzinami i dniami. Ale najlepiej byłoby gdybyśmy się spotkali, tu w Andaluzji, wtedy zdradzę Wam i inne tajemnice.

Zatem:

TE  INVITO  A  ANDALUCIA – zapraszam Cię  do Andaluzji

Monika Ferlewicz-Kowalska

 

 

 

Po raz trzeci, z powodu pandemii, przekładamy nasz wyjazd do tej wspaniałej krainy. Tym razem ustaliliśmy termin 5-12.10.2021. Jeżeli pandemia nam nie przeszkodzi, to zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby posmakować Andaluzji w towarzystwie naszej przewodniczki Moniki Ferlewicz-Kowalskiej .

Szczegóły programu na naszej stronie www.as-tur.pl lub bezpośrednio w naszym biurze w Jeleniej Górze pod tel. 75 7522431

 

TE VEO EN OCTUBRE

Do zobaczenia w październiku

Giralda, Sewilla
Don Juan Tenorio, Sewilla

 

Ronda
Sancti Petri

 

 

 

About Author

client-photo-1
Astur4-cms